Wspominałem już o tym kilka razy. Wiele religii odrzuca homoseksualizm i teoretycznie buddyzm nie jest tu wyjątkiem. Ale spójrzmy na to w prosty, bezpośredni sposób. Jeśli ludzi łączy miłość, to sprawa jest oczywista i jasna. Cóż złego w tym, że ktoś kogoś kocha, że się o kogoś troszczy?

Kiedy spotykamy osobę, która poruszyła nasze serce i z którą potem możemy dzielić życie, obdarzać się nawzajem miłością i opieką, wówczas nie ma w tym nic złego. Bez znaczenia jest przy tym fakt, czy ta relacja jest heteroseksualna czy też homoseksualna. Jako buddyści powinniśmy bowiem wspierać wszelkie przejawy wzajemnej troski i miłości.

Na indywidualnym poziomie nierzadko jednak bywa, że ludzie wiążą się ze sobą powodowani czystym pożądaniem. Dotyczy to osób zarówno homoseksualnych, jak i heteroseksualnych. Związki oparte na pożądaniu nie trwają długo i są źródłem wielu problemów. Wracamy tu zatem znowu do problemu żądzy, która – z buddyjskiego punku widzenia – jest szkodliwa i powinno się ją osłabiać.

Mówiąc krótko, buddyjskie podejście do homoseksualizmu – podobnie jak w innych religiach – jest złożone, ale z drugiej strony, jeśli związki homoseksualne oparte są na miłości, to ja sam nic przeciwko nim nie mam.

Odpowiedź Karmapy Ogjena Trinleja Dordże na pytanie jednego z uczestników wykładów dla uczniów z Hong Kongu, które odbyły się w New Delhi w dniach 22-24 czerwca 2016 roku.

Źródło: 17karmapa.pl