Na tym świecie komercjalizuje się wszystko – nie tylko buddyzm. To niejako nieodłączna właściwość naszego świata i życia. Polityka zacieśnia związki z biznesem. Nawet szpitale zamieniają się w firmy usługowe.

Ponieważ buddyzm funkcjonuje w takim właśnie otoczeniu, ulega jego wpływowi. Być może byłoby inaczej, gdyby dało się go przenieść na jakąś inną planetę, ale tu, na Ziemi, wpływ komercji jest nieunikniony. Ponadto przecież nie wszyscy buddyści są bogaci, więc nie mają innego wyjścia, jak tylko zająć się interesami. Nie da się tego uniknąć. Nie można zatem kategorycznie stwierdzić, że komercjalizacja sama w sobie jest z gruntu zła lub dobra.

Najważniejszą sprawą jest to, by nie zatracić istoty buddyzmu. Buddyści mają tego świadomość i zazwyczaj wszystkiemu, co robią, towarzyszy poczucie, że Dharma jest najważniejsza. Nawet prowadząc interesy starają się pamiętać o utrzymywaniu buddyjskich zasad. Nie widzę w tym jakichś wielkich zagrożeń.

Ostatnio jednak, szczególnie za granicą, wielu ludzi zaczyna się interesować buddyzmem nie jako religią, lecz jako źródłem zysku. Uczą się na przykład medytacji lub uważności, by potem uczynić z nich swój własny produkt i go sprzedawać. Takie podejście zaczyna się upowszechniać, co widać choćby w danych wyszukiwarki Google. Coraz mniej osób szuka w internecie informacji o buddyzmie, coraz więcej za to zapytań dotyczy medytacji i uważności. Takie firmy jak Google czy Facebook stworzyły nawet specjalne sale medytacyjne dla swoich pracowników. Celem tych wszystkich działań jednak nie jest upowszechnianie Dharmy, lecz czerpanie doczesnych korzyści. Wyciąga się z buddyzmu jeden z jego elementów i wykorzystuje go do celów komercyjnych.

Istnieje zatem niebezpieczeństwo, że buddyzm podzieli losy jogi. Joga należy do pradawnej indyjskiej tradycji, której celem było ćwiczenie nie tylko ciała. Kiedyś dzięki niej można było osiągnąć wysoki stopień rozwoju umysłu. Z tej perspektywy dzisiejsza joga wygląda dość karłowato. Myślę, że tego rodzaju zewnętrzne, czysto komercyjne nastawienie stanowi duże niebezpieczeństwo dla buddyzmu.

Tekst stanowi odpowiedź Karmapy Ogjena Trinleja Dordże na pytanie jednego z uczestników wykładów dla uczniów z Hong Kongu, które odbyły się w New Delhi w dniach 22-24 czerwca 2016 roku.

Źródło: 17karmapa.pl