Istnieje różnica pomiędzy zwyczajnym stanem wzburzonych emocji, a depresją czy nerwicą lękową. Są one bowiem czymś więcej niż stanem psychiki, są chorobą, a zatem czymś fizycznym, co wymaga fizycznego leczenia. Najprawdopodobniej nie jesteśmy w stanie jej pokonać, pracując tylko z umysłem.

Nie ma zatem żadnej sprzeczności pomiędzy praktyką Dharmy a zażywaniem antydepresantów czy leków przeciwnerwicowych pod kontrolą lekarza. Co więcej, przerywanie takiej kuracji tylko dlatego, że rozpoczęliśmy praktykę Dharmy, byłoby bardzo nierozsądne.

Zdarza się, że ludzie cierpiący na depresję, kiedy zostają buddystami lub zaczynają praktykować buddyjską medytację, zauważają, że ich stan się poprawia. Następnie, w pierwszym przypływie radości, przestają przyjmować leki i ich stan się pogarsza. To bardzo niemądre. Oczywiście, nie chcemy zażywać farmaceutyków, gdyż one wszystkie mają jakieś skutki uboczne. Przyjmujemy je tylko wtedy, kiedy musimy. Byłoby doskonale, gdybyśmy doszli do takiego stanu, w którym nie będą one nam już potrzebne, ale nie powinniśmy tego robić przedwcześnie.

Fragment wykładu o sztuce medytacji, który Karmapa Ogjen Trinlej Dordże wygłosił 4 kwietnia w Karma Thegsum Choling w New Jersey.

Źródło: 17karmapa.pl