Gdy adept mahajany, który szacunkiem darzy wszystkie czujące istoty, niczym własnego ojca i matkę, spożywa krew czy ciało tych istot w sposób bezmyślny i pozbawiony współczucia, to po prostu nie jest dobre – zauważa XVII Karmapa Ogjen Trinlej Dordże.

Artykuł ze strony kagyuoffice.org.

Kończymy 25 Kagju Mynlam w bardzo pomyślnych okolicznościach i takiemu głupcowi jak ja niewiele pozostaje do dodania. Wielkie zgromadzenie mnichów i mniszek z różnych klasztorów kagju zebrało się tutaj. Wiele osób przybyło z U, Tsangu, Khamu i innych części Tybetu. Także wielka liczba gości z zagranicy, zarówno Wschodu i Zachodu, jest z nami obecna. Fakt, że wszyscy razem jesteśmy w tym miejscu, jak mówiłem wcześniej, jest przejawem wielkiej zasługi nas wszystkich. Bardzo mnie to cieszy.

W zeszłym roku, ostatniego dnia Mynlamu, powiedziałem kilka słów o zaprzestaniu jedzenia mięsa. Większość z was zapewne już o tym słyszała, ale nie wszyscy dobrze mnie zrozumieli. Niektórzy zagraniczni uczniowie, na przykład, zaczęli myśleć, że od teraz, jeśli przynależą do szkoły kagju, nie wolno im wziąć do ust żadnego produktu mięsnego. Mówią oni wszystkim mięsolubnym Kagjupom: „Jeżeli chcesz nadal być w szkole kagju, musisz zapomnieć o mięsie”. Tyle że ja naprawdę nie ująłem tego tak ostro! Gdy adept mahajany, który szacunkiem darzy wszystkie czujące istoty, niczym własnego ojca i matkę, spożywa krew czy ciało tych istot w sposób bezmyślny i pozbawiony współczucia, to po prostu nie jest dobre. Należy się więc nad tym zastanowić i zwracać na to uwagę. Jako adepci mahajany, którzy akceptują pogląd, że wszystkie istoty należy postrzegać jako naszych rodziców, powinniśmy nad tym rozmyślać. Dlatego dobrze jest zmniejszać ilość spożywanego mięsa – o tym właśnie mówiłem w zeszły roku.

Z pewnością nie powiedziałem, że jedzenie mięsa jest niedozwolone. To byłoby trudne do zrealizowania. Z powodu nawyków karmicznych lub obecnych okoliczności niektórzy ludzie nie mogą dobrze funkcjonować bez mięsa. Tak po prostu jest i nic się nie da z tym zrobić. Zatem nie róbmy z tego problemu.

Jeżeli musicie jeść mięso, to róbcie to we właściwy sposób. Nie rzucajcie się na nie, nie opychajcie się nim. Jeżeli poprzedzicie ten posiłek uważnym rozmyślaniem, medytacją na współczucie, czy recytacją imion Buddhów lub mantr, to może przynieść jakieś pozytywne rezultaty.

Kiedy wyjaśniałem to w zeszłym roku, powiedziałem, że jednym z dobrych powodów porzucania jedzenia mięsa jest robienie tego w intencji długiego życia Lamów. Według astrologii tybetańskiej właśnie skończył się „rok przeszkód” Jego Świątobliwości Dalajlamy, Tenzina Gjatso, więc mówiłem o tym, że można to zadedykować jemu. Kolejny rok będzie jego „rokiem następnym po roku przeszkód” [astrologicznie również trudnym].

Wspomniałem też o sobie samym i być może zabrzmiało to trochę desperacko, gdy stwierdziłem: „Jeżeli zrobicie to dla przedłużenia mojego życia, to byłoby bardzo dobrze”. Pewne osoby zapytały mnie, jak to jest możliwe, że ich niejedzenie mięsa może przedłużyć moje życie. Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, ale kiedy nie jemy mięsa, nie tylko żyjemy dłużej– myślę też, że żyjemy szczęśliwiej. Gdy z lubością spożywamy krew czy ciało innych istot, to w chwili śmierci możemy mieć poczucie, że nasze życie nie upłynęło w dobry sposób. Tak się może zdarzyć, prawda? Jeżeli zaś jesteśmy wegetarianami, to nawet jeżeli nie będziemy żyć dłużej, jest szansa, że będziemy mieli poczucie większej satysfakcji.

Wiele klasztorów w Indiach i Nepalu zdecydowało się na tę pozytywną zmianę kuchni mięsnej na wegetariańską. To jest dobry przykład dla buddyzmu w ogóle a szczególnie dla adeptów mahajany.

W naszych oczach tacy wielcy Lamowie, jak Dziamgon Rinpocze czy Gjaltsab Rinpocze są żywym ucieleśnieniem Mańdziuśriego i Wadżrapani. Z troski o czujące istoty postanowili unikać jedzenia mięsa i przejść na wegetarianizm. Uważam za wielką naszą zasługę, zasługę wszystkich ich uczniów, że z taką intencją realizują to postanowienie.  
Inni wielcy Lamowie, którzy są tu obecni, Thrangu Rinpocze i Tenga Rinpocze, pamiętają czasy Szesnastego Karmapy i są prawdziwą podporą nauk. Ale dodatkowo, dla dobra istot i nauk buddyjskich, zaczęli jeść dużo mniej mięsa. Zatem my wszyscy, którzy nazywamy siebie ich uczniami, powinniśmy wziąć to pod rozwagę.

Każdy naprawdę stara się jak może. W Tybecie, na przykład, w dawnych czasach nie można było przeżyć bez masła, sera i mięsa. Może teraz panują tam lepsze warunki klimatyczne, albo może z powodu wielkiej wiary Tybetańczyków, albo ich wielkiego uporu, klasztory, nawet te położone w bardzo odludnych miejscach, obiecały zmienić kuchnię na wegetariańską. Tutaj w Indiach niejedzenie mięsa jest bardzo popularne, to żadna nowość. Ale dla mieszkańców Tybetu to wielka sprawa. Chciałbym im wszystkim podziękować. Musimy nadal starać się robić wszystko, na co nas stać.

Należy rozmyślać nad naukami mahajany i cennymi naukami szkoły kagju. Wcześniejsi mistrzowie kagju porzucali jedzenie mięsa, przechodzili na dietę wegetariańską i rozwijali czystą miłość do istot. Jeżeli teraz my sami jesteśmy w stanie choćby w niewielkim stopniu naśladować ich postawę, przyniesie to wiele dobrego. Tak więc tyle chciałem powiedzieć na temat niejedzenia mięsa.

Źródło: 17karmapa.pl