„Ryk lwa” to pełne nieustraszoności obwieszczenie, że każdy stan umysłu wraz z jego emocjami, jest nadającą się do obróbki i przydatną sytuacją. Jest upomnieniem w praktyce medytacji – uświadamiamy sobie, że nie ma potrzeby odrzucać chaotycznych sytuacji, ani też uważać je za regresywne i prowadzące ku pomieszaniu. Musimy szanować każdy nastrój, jaki tylko się nam przydarza. Chaos powinniśmy uznać za wyjątkowo dobrą nowinę.

Istnieje kilka faz w nawiązywaniu kontaktu z emocjami: faza widzenia, słyszenia, wąchania, dotykania i przekształcania. Na poziomie widzenia emocji mamy ogólną świadomość, że emocje posiadają swoją własną przestrzeń, swój własny rozwój. Akceptujemy je jako część składającą się na wzorzec umysłu – bez pytań, bez odnoszenia się do świętych pism, bez pomocy uwierzytelnień, lecz bezpośrednio uznając ich istnienie, przyznając, że takie rzeczy mogą się wydarzyć. Z kolei słyszenie pociąga za sobą doświadczenie pulsacji energii, gwałtownie zbliżającego się do nas jej przepływu. Wąchanie, to docenienie energii jako czegoś nadającego się do obróbki, czegoś z czym można pracować. Gdy wąchamy jedzenie, jego zapach zachęca nas, pobudza nasz apetyt przed jedzeniem. To jest coś, czym można się zająć, pachnie jak dobre jedzenie, wygląda wyśmienicie. Dotknięcie stanowi odczucie elementów struktury całości. Możesz dotknąć i ustalić związek, poczuć, że twoje emocje nie są szczególnie destrukcyjne czy szalone, poczuć tylko sam przepływ energii, niezależnie od tego, jaką formę przybiera – agresji, namiętności czy chciwości.

Przekształcenie nie jest odrzuceniem podstawowych cech emocji. Jak w alchemicznym procesie przemiany ołowiu w złoto, tak i tu nie odrzucamy podstawowych właściwości materiału, lecz tylko nieco zmieniamy formę jego przejawienia się i substancję. Tak więc wprawdzie doświadczamy emocjonalnego wrzenia takim, jakie jest, ale ciągle pracujemy z nim, stajemy się z nim jednością. Kiedy emocje budzą się, problem polega zwykle na tym, że albo czujemy się przez nie sprowokowani, albo zdaje się nam, że zagrażają one naszej niezawisłej egzystencji i że zniszczą jej prawdopodobieństwo. Jednakże jeśli sami staniemy się ucieleśnieniem nienawiści, czy namiętności, wówczas nie będą już nam nigdy więcej potrzebne żadne osobiste ulepszenia. Reagujemy więc zwykle przeciw emocjom dlatego, ponieważ odczuwamy, iż możemy zostać przez nie owładnięci, i że tracąc głowę staniemy się czymś potwornym. Obawiamy się, że agresja czy depresja stanie się tak przytłaczająca, że stracimy możliwość normalnego funkcjonowania – zapomnimy, jak myje się zęby, czy jak wykręca się numer telefonu.

Istnieje strach przed emocjami, które mogą stać się tak silne, iż pogrążymy się w nich i stracimy naszą godność ludzkich istot. Przemiana wymaga przejścia przez taki strach. Pozwólmy sobie na to, aby być wewnątrz emocji, wejdźmy w nią, poddajmy się i doświadczmy jej. Spróbujmy wychodzić naprzeciw emocji, zamiast tylko doświadczać jak ona przychodzi do ciebie. Stopniowo zaczyna się wtedy rozwijać pewien związek, taniec. Teraz najsilniejsze energie stają się całkowicie podatne obróbce, już nie jesteśmy nimi owładnięci, gdyż nie ma nic, czym można by owładnąć – ponieważ nie stawiamy żadnego oporu. Zawsze kiedy nie występuje żaden opór, pojawia się poczucie rytmu – równocześnie trwa taniec i słychać muzykę. To jest ryk lwa. Wszystko co pojawia się w samsarycznym umyśle uważane jest za ścieżkę. Wszystko nadaje się do obróbki. Pozbawione wszelkiego lęku obwieszczenie – to ryk lwa. Tak długo jak tworzymy „łaty”, aby zakryć to, co uznajemy za sytuację nie nadającą się do obróbki – metafizyczne, filozoficzne, religijne łaty – tak długo nasze działanie nie jest rykiem lwa. To tylko zawodzenie tchórza – bardzo patetyczne.

Zazwyczaj kiedy poczujemy, że nie jesteśmy w stanie uporać się z czymś, automatycznie odwracamy wzrok w tył w poszukiwaniu jakiegoś zewnętrznego środka zaradczego, jakiejś łaty przykrywającej naszą niezdolność. Naszym zadaniem jest wtedy ratowanie twarzy, pozbycie się zakłopotania, uniknięcie rzuconego przez nasze emocje wyzwania. Jakże można nakładać następną łatę na wierzch poprzedniej w tym celu, aby wybrnąć z sytuacji. Moglibyśmy obłożyć się milionami łat, umieszczonych jedne na drugich. Jeśli pierwsze okazać by się miały zbyt delikatne, drugie mogą być mocniejsze i skończymy w zbroi. Jej łącza zaczynają zgrzytać, tworzą się w nich luki, a ponieważ wciąż jednak chcemy się poruszać, chcemy tańczyć i nie skrzypieć, trudno nam nałożyć nowe łaty na połączenia. Potrzebujemy ruchomych złącz, aby móc się poruszać. Tak więc, dopóki nie jest się całkowicie zmumifikowanym, co byłoby równoznaczne ze śmiercią i staniem się zwłokami bez życia, dopóty nie ma żadnego sposobu na całkowitą ochronę. Dla żyjącej, ludzkiej istoty ochrona z łat stanowi całkowicie niepraktyczną ideę.

Tak więc, z tego punktu widzenia Dharma Buddy pozbawiona samopotwierdzeń jest tym samym co ryk lwa. Już nigdy więcej nie potrzebujemy łat, ponieważ staramy się przekształcać samą naturę emocji, a to stanowi pełne mocy działanie.

Indyjska sztuka czasów Asioki ukazuje ryk lwa, przedstawiając cztery łapy skierowane w cztery strony świata – symbolizuje to ideę nie istnienia tylnej strony. Każdy kierunek jest z przodu, reprezentuje on świadomość wszechprzenikającą Nieustraszoność obejmuje wszystkie kierunki. Gdy zaczynamy promieniować nieustraszonością, staje się ona wszechprzenikająca, emanuje we wszystkich kierunkach. Niektórzy Buddowie są przedstawiani w tradycyjnej ikonografii z tysiącem czy milionami twarzy, patrzącymi we wszystkich kierunkach. Ponieważ patrzą oni wszędzie, nie istnieje nic, co należałoby osłaniać.

Ryk lwa jest nieustraszonością w tym sensie, że każda życiowa sytuacja nadaje się do wykorzystania. Niczego nie odrzuca się jako złego, ani też niczego nie chwyta się jako dobrego. Wszystko, czego doświadczamy w naszych życiowych sytuacjach, każdy rodzaj emocji nadaje się do obróbki. Całkiem jasno możemy zobaczyć, że próby zastosowania punktu odniesienia w postaci samopotwierdzeń są bezużyteczne. Musimy faktycznie wpracować się w sytuację, całkowicie i gruntownie.

Jeśli jesteśmy bardzo zainteresowani jedzeniem i naprawdę odczuwamy głód, wtedy nie ma czasu na czytanie menu, ponieważ chce się nam jeść. Naprawdę chcemy mieć do czynienia z pożywieniem. Zapominamy więc o menu. Chodzi o natychmiastowe zainteresowanie, o bezpośredni związek.

Podstawowym elementem ryku lwa jest umiejętność bezpośredniego odnoszenia się do emocji; jeśli umiemy uznać je za nadające się do wykorzystania, wówczas nie potrzeba żadnej pomocy z zewnątrz, czy też wyjaśnień. Sytuacja podtrzymuje się sama z siebie, każda pomoc z zewnątrz staje się samopotwierdzeniem. Rozwija się samopomoc, powstaje ona sama z siebie. Wtedy nie potrzeba już więcej unikać problemu potwierdzeń, gdyż nie występuje spekulacja, ani racjonalizacja. Wszystko staje się oczywiste i bezpośrednie, nadające się do obróbki. Ponieważ sytuacja jest tak bezpośrednia, nie ma czasu ani miejsca na spekulowanie, jak stać się szarlatanem, czy też jak sterować innymi ludźmi. Idea oszukiwania wcale się nie pojawia, ponieważ nie istnieje pojęcie gry.

Przedruk z „Mit wolności i droga medytacji”,
przekład: Irek Fetings, Szczecin 1988

Źródło: buddyzm.edu.pl