Ten, kto naprawdę zrozumiał, że nasz prawdziwy stan jest stanem samodoskonalym, ma pewną podstawę do swego rozwoju. Kto tego nie zrozumiał, ten nawet studiując inne systemy, pozostaje w stanie niewiedzy. Z tego punktu widzenia, nawet bardzo wykształcona osoba może być uważana za ignoranta, a osoba bez żadnej szkolnej edukacji może osiągnąć rzeczywistą wiedzę. Studia, analizy, dociekania filozoficzne są pożyteczne, jeśli wiemy, jak czerpać z nich pożytek, często jednak stanowią przeszkodę na drodze ku prawdziwemu zrozumieniu.

Weźmy za przykład kogoś, kto zainteresował się filozofią wschodnią, gdyż zachodnia go już nie zadawalała. Ktoś taki może ją studiować, wniknąć w rozmaite wątki myśli wschodniej, może także gruntownie zapoznać się z filozofią buddyjska, zafascynować się jej zasadami. W końcu osoba ta może dojść do wniosku, że wreszcie znalazła prawdziwą alternatywę dla własnej kultury. Jeszcze bardziej się w to angażując, zacznie może studiować filozofię Nagardżuny, dochodząc do przekonania o całkowitej prawdziwości jego poglądów. Tak naprawdę staje się jednak wówczas niewolnikiem ideologii Nagardżuny, gdyż posiadana przez nią idea pustki nie jest oparta na faktycznym doświadczeniu, co oznacza brak rzeczywistego jej poznania. W rzeczywistości przekonania i teorie filzoficzne, nawet jeśli wydają się doskonałe, mogą się rozpaść z dnia na dzień, gdyż opierają się na czymś z gruntu fałszywym – na umyśle.

Zasadą dzogczen jest unikanie tworzenia czegokolwiek fałszywego przy rzeczywistym rozumieniu przyczyn, leżących u podstaw takiego postępowania. Nie to jest ważne, by określić się jako należącego do tej czy innej szkoły bądź tradycji, opowiedzieć się za tym czy innym poglądem. Nie ma różnicy, czy uważamy się za buddystę czy nie uważamy. W gruncie rzeczy uważanie się za kogoś, kto podąża za tym czy tamtym, jest tylko ograniczeniem. Tym, czego naprawdę potrzebujemy, jest zrozumienie naszego własnego stanu, otwarcie się i uwolnienie od wszelkich tego rodzaju barier.

W Tybecie w ubiegłym stuleciu powstała tradycja zrodzona z wysiłku pewnych mistrzów, którzy próbowali zerwać z barierami ideologicznymi, wyrosłymi pomiędzy różnymi szkołami. Jej celem było sprzyjanie otwartości i wymianie idei między różnymi liniami nauk. Mistrzowie ci wywodzili się z różnych szkół, ale wszyscy byli wielkimi praktykującymi dzogczen i, chociaż sami nie określali się w ten sposób, byli przez innych nazywani „niesekciarzami”. Dla praktykującego dzogczen nawet nazwanie się „niesekciarzem” jest jedynie innym sposobem zajęcia pewnej pozycji w stosunku do pozycji kogoś innego, co jest nieistotne, gdyż prawdą jest, że każde tego rodzaju określenie jest w ogóle niepotrzebnym ograniczeniem.

Przykładowo, pierwotny stan określa się jako składający się z „trzech mądrości”: Esencji, Natury i Energii. Jest to jednak tylko prowizorycznym narzędziem, które pomaga nam, złapanym w sieć ograniczeń i skazanym na ciągłą wędrówkę w samsarze, uzyskać pojęcie, czym właściwie jest ów pierwotny stan. Żadne analizy ani określenia nie mogą, tak naprawdę, ogarnąć pierwotnego stanu. Są one jedynie pewnymi środkami korespondującymi z naszym stanem niewiedzy.

Za założyciela tej tradycji uważa się Dziamjanga Khjentse Łangpo i Dziamgona Kongtrula, choć obaj ci mistrzowie nigdy nie zamierzali się zamykać w jakiejkolwiek tradycji. Gdy wschodzi słońce, jego promienie rozchodzą się jak zwykle, ale słońce nie mówi wówczas” „Spójrzcie, jak świecą moje promienie!”. To ludzie, którzy przebywali w ciemności, określają tę sytuację, mówiąc: „Spójrzcie, teraz świecie słońce”. Mistrzowie tej tradycji, praktykując dzogczen, postępowali w sposób, który sytuuje się poza sekciarskimi ograniczeniami, i to nawet bez przyjmowania stanowiska, które byłoby w opozycji do sekciarskiego trybu postrzegania rzeczy.

W dzogczen istnieje takie powiedzenie: „Nie popadaj w ograniczenia, nie należ do żadnej ze szkół.” Ograniczenia są typową manifestacją dualizmu, który jest przyczyną transmigracji. Przezwyciężenie naszych ograniczeń oznacza odkrycie prawdziwego stanu „jak jest”, z czym wiąże się postępowanie, w którym nasza wiedza będzie faktycznie korespondować z naszą egzystencją – we wszystkich jej aspektach ciała, głosu i umysłu. Jest to bardzo ważne. Idea „niesekciarstwa” jest rezultatem dualistycznego rozdziału na siebie i innych, stanowiącego barierę, którą należy przezwyciężyć, by móc zintegrować praktykę z wszelkimi okolicznościami, z każdą sytuacją. W prawdziwym stanie „jak jest” nie ma żadnych ograniczeń, a wszystkie napięcia są rozluźnień. Wiele tu mówimy o przezwyciężeniu przywiązania, lecz jakie jest jego źródło? Są nimi napięcia, które tworzymy na skutek rozszczepienia naszej rzeczywistości na siebie i innych. Jedynym prawdziwym sposobem przezwyciężenia tego przywiązania jest znalezienie się w stanie zrelaksowanej obecności. Prawdziwy stan obecności jest z samej swej natury zrelaksowany.

Fragment książki Namkhai Norbu pt. „Dzogczen – stan doskonałości samej w sobie”.
Wydawnictwo „A”, Kraków 1998. Przekład: Cezary Woźniak.

Żródło: buddyzm.edu.pl

Czogjal Namkhai Norbu, jeden z największych żyjących mistrzów dzogczen, urodził się w roku 1938 we wschodnim Tybecie. Tam też odbył pełny trening inkarnowanego lamy. Od najmłodszych lat otrzymywał nauki i inicjacje od mistrzów wywodzących się z różnych szkół buddyzmu tybetańskiego. Namkhai norbu jest uznanym w świecie autorytetem w dziedzinie historii i kultury Tybetu, autorem wielu publikacji poświęconych tej problematyce. Od połowy lat 70-tych Czogjal Namkhai Norbu naucza dzogczen na wszystkich kontynentach.