Człowiek świecki powinien praktykować w taki sam sposób, jak wszyscy inni: starając się zapanować nad umysłem. W niektórych buddyjskich kulturach ludzie zbyt nisko oceniają własne możliwości. Często myślą: „jestem człowiekiem świeckim. Słuchanie nauk, śpiewy i medytacja to zajęcie mnichów i mniszek. To nie dla mnie. Ja tylko chodzę do świątyni, wykonuję pokłony, składam ofiary i modłę się za pomyślność mojej rodziny”.

Te czynności są godne pochwały, ale świeckich buddystów stać na znacznie głębsze życie duchowe — na poznawanie nauk Buddy i wcielanie ich w codzienne życie. Duże znaczenie ma regularne słuchanie nauk i, kiedy to możliwe, praktykowanie w odosobnieniu. Jeśli będziemy to robić, zrozumiemy głęboką prawdę i piękno dharmy. W przeciwnym razie istnieje niebezpieczeństwo, że będziemy „kadzidlanymi buddystami” — ludźmi, którzy chodzą do świątyni i uroczyście, ale z niewielkim zrozumieniem ofiarowują buddom kadzidła.

Tacy buddyści, gdy zapytać ich o jakieś kwestie dotyczące nauk, mają trudności z odpowiedzią. To smutne. Na szczęście wielu buddystów, zarówno w Azji, jak i na Zachodzie, gorliwie medytuje i studiuje dharmę. To dobry znak. Świeccy buddyści mogą ponadto przyjąć dożywotnio pięć wskazań; mogą także w szczególne dni przyjmować osiem wskazań. Dzięki temu świadomie pracują nad uważnością i rozwijają swój pozytywny potencjał. Warto także, by brali udział w weekendowych odosobnieniach i wykładach organizowanych w świątyniach i ośrodkach dharmy, a w czasie wakacji udawali się na dłuższe odosobnienie.

Odpowiedzialność za przetrwanie i rozwój nauk Buddy spoczywa zarówno na mnichach i mniszkach, jak i na świeckich. Jeśli dharma ma dla nas wartość, jeśli chcemy, aby istniała i rozwijała się, to jesteśmy odpowiedzialni za to, by w miarę swoich możliwości studiować ją i praktykować.

Źródło: fragment książki Thubten Cziedryn „Buddyzm dla początkujących”, Wydawnictwo Mudra, tłumaczenie Julitta Nowik-Grodek.