Co znaczy „dawanie zwycięstwa innym”?

Mamy tu dwie kwestie. Jedną jest zrobienie tego faktycznie, inną ćwiczenie w tym swego umysłu. Kiedy praktykujemy tonglen, dawanie i branie, staje się to doświadczeniem medytacyjnym. Bierzemy na siebie cierpienie innych w postaci ciemnej chmury brudu. Wciągamy je. Następnie dajemy wszystkim szczodrze wszelkie dobre czyny, zdrowie i każdą pożyteczną rzecz, jaką posiadamy. To rodzaj treningu umysłu.

Niektórzy boją się, że robiąc tonglen dla osoby chorej – powiedzmy, przeziębionej lub cierpiącej na migrenę – sami zaczną niedomagać. Obawiają się, że owa dolegliwość przejdzie w ich ciało, tonglen nie służy jednak do zarażania. Ma przeobrażać sposób widzenia świata; ćwiczymy po to, by zmienić własny umysł.

W jednej z metod tej praktyki wyobrażamy sobie, że miłość własna jest lampką płonącą w naszym sercu. Sformułowanie „miłość własna” oznacza tu przedkładanie własnych pragnień ponad wszystko, brak troski o innych, poniżanie ich, by podnieść swój status i poczuć wywyższonym. Dbanie o siebie nie jest błędem. Popełniamy go, lekceważąc i pomniejszając innych. To właśnie mamy tu na myśli. Zatem w tej akurat praktyce wdychamy cudze problemy, cierpienia i bolesne przeżycia w postaci smolistej ciemnej chmury, pozwalając jej wejść w nasze ciało, gdzie gasi ona płomień egoizmu i miłości własnej. Dzięki powtarzaniu tego raz po raz w umyśle powoli zachodzi zmiana. To właśnie jest tu głównym celem: przeobrażenie umysłu, nastawienia, sposobu patrzenia na świat. Tonglen nie służy doświadczaniu cudzych problemów. Gdyby tak było, Buddha Śakjamuni chorowałby bez przerwy, a Śariputra i Maudgaljajana biegaliby tylko po chusteczki. Nikt by tego nie zniósł – i tak nie jest.

Przy aspekcie dawania warto podkreślić jedną rzecz. Nie ofiarowujcie czegoś, z czym nie chcecie się rozstać. Taka sytuacja byłaby nie tyle darowaniem, co kradzieżą, rabunkiem albo zgubą, a to nie tonglen. Dajcie innym tylko to, na co macie ochotę. Po wszystkim nie tracicie tego, ale coś zyskujecie. Powiedzmy, że wręczyliście komuś piękny prezent, bo takie było wasze pragnienie. Nie czujecie straty, lecz szczęście i satysfakcję, że mogliście kogoś tak obdarować. Zatem coś w nas zostaje: zadowolenie, radość, pewna premia. Innymi słowy, w zamian za ową rzecz zyskaliście uciechę i satysfakcję. Praktykując tonglen niczego nie tracimy. Kiedy oddajemy całą swą zasługę, wszelkie dobre czyny, nie zostajemy z niczym i nic nam nie ubywa. Wszystko to służy wyłącznie ćwiczeniu umysłu.

Trzeba to rozumieć, jeśli mamy tak praktykować. Wcale nie musimy niezmiennie oddawać zwycięstwa innym, skazując siebie na klęskę. Trzeba patrzeć, mieć wyczucie czasu, miejsca i sytuacji. Wielu ludzi oddaje na przykład nerkę. Niektórzy mają ją tylko jedną, lecz większość dwie. Jasne, że dobrze mieć obie, jeśli jednak u kogoś nie działa żadna, a wasza może uratować mu życie, możecie podjąć taką decyzję. Obdarowanie kogoś życiem, bez żadnego poczucia żalu, da wam radość. Nie będziecie się martwić utratą nerki, lecz cieszyć, że mogliście tak dobrze ją wykorzystać. To niezwykle satysfakcjonujące. Gdybyście mieli jednak rozstać się z nią bez celu, nie byłoby w tym żadnego pożytku.

Z innym aspektem dawania zwycięstwa mamy do czynienia w sytuacji, w której dwie osoby chcą tej samej rzeczy. Wyobraźcie sobie, że rywalizujecie z kimś o posadę. Jeśli macie pełne przekonanie, że będzie ona dobrze służyć tamtemu człowiekowi, możecie się wycofać. Będzie to bardzo pożyteczne, coś bowiem komuś daliście. Nie ponieśliście straty, bo taka była wasza wola. Obdarowaliście kogoś – taki prezent to rodzaj szczodrości.

Należy jednak działać stosownie do poziomu swego umysłu. Nie mówicie sobie: Praktykuję tonglen i muszę to oddać, nawet jeśli nie chcę. Pożytek płynie tylko z sytuacji, w której jesteście przekonani, że możecie i chcecie, bez żalu i że wasz dar będzie dobrze służył. Jeżeli jednak czujecie, że zaczniecie potem gorzko żałować, nie powinniście tego robić. Dawanie tylko dlatego, że czujecie się do tego zobowiązani, nie jest właściwe i przypomina czynienie dobra po to tylko, żeby nie pójść do piekła.

Naszą motywacją powinno być pragnienie przynoszenia pożytku innym. Angażujecie się w tę praktykę tylko wtedy, gdy czyn jest potrzebny, a wy gotowi na poświęcenie (czyli świadomi swoich doświadczeń i przekonani, że tonglen was na to przygotowało). Nie idzie tu o ciągłe dawanie zwycięstwa innym oraz branie na siebie ich porażek i cierpień – wszystko musi być dostosowane do czasu, potrzeb i zaawansowania waszej praktyki.

Fragment wykładów wygłoszonych podczas 26 Kagju Mynlam Cienmo.

AK

Źródło: 17karmapa.pl