Bez zrozumienia niedualności, każde nasze działanie prowadzi do rozczarowania. Jak daleko możesz zaangażować się, jeśli jesteś terapeutą pomagającym alkoholikowi czy narkomanowi? Jeśli osoba ta postanowiła pozostawać w uzależnieniu przez kolejnych pięć tysięcy żywotów, to ty jako bodhisattwa musisz mieć wystarczająco dużo determinacji, żeby odradzać się wszędzie tam, gdzie i ona. Możesz na przykład wyrażać życzenia odradzania się w takim czasie i miejscu, by jej pomagać. Powiedzmy, że jesteś bodhisattwą i pomagasz temu narkomanowi już od ponad dwóch tysięcy wcieleń a teraz, w jakimś podejrzanym miejscu ma przyjść na świat dwa tysiące czterdziesta druga narkomańska inkarnacja tej osoby. Nawet jeśli wasze spotkanie nie trwałoby dłużej niż pół dnia, to musisz się odrodzić w tej rzeczywistości, aby w ogóle do spotkania doszło. Może wydawać się to zmarnowaniem całego życia – odradzać się tylko po to, żeby zrobić coś co zajmie tylko pół godziny, a choćby nawet i pół dnia! Jednak jako bodhisattwa musisz to zrobić. Nazywamy to siłą i doskonałością uwarunkowanego współczucia.

Teraz dochodzimy do prawdziwej kwintesencji współczucia. Dlaczego bodhisattwowie mają aż tyle współczucia? Dlaczego się nie poddają? Jaka jest prawdziwa podstawa ich pewności? Otóż bodhisattwa rozumie, że takie pojęcia jak „narkoman”, „problem”, „leczenie” czy „bycie leczonym” istnieją tylko w jego bądź jej umyśle. Bodhisattwa wie, że niczego takiego „tam”, na zewnątrz i naprawdę, nie ma. Można wówczas w oparciu o tę mądrość rozwijać współczucie.

Zrozumienie to może naprawdę pomóc. Ja czuję się wtedy jak świetlik przed słońcem. Kiedy staram się pomagać, ale nic nie idzie zgodnie z planem myślę sobie „Jakże mogę się frustrować?”. Po pierwsze, to ja sam wymyśliłem sobie w oparciu o własne zrozumienie jakiś cel. Pomagam komuś i uważam, że osoba ta ma osiągnąć jakiś poziom, ale to jest tylko mój osobisty ograniczony pogląd. Następnie wpadam w obsesję na punkcie idei sukcesu i gdy ta osoba nie spełnia moich oczekiwań, tracę nadzieję i zaufanie do niej. Chociaż czasami uświadamiamy sobie, że to wszystko jest naszą projekcją, to jednak przez większość czasu brakuje nam tego zrozumienia i myślimy: „Powinno być tak i tak. To jest prawdziwy sukces!”. Nie widzimy, że to wszystko jest jedynie naszą własną interpretacją. Wtedy ślepniemy. Kiedy pomagasz i wiesz, że cała twoja tak zwana „pomoc”, „sukces” i „porażka” funkcjonują tylko w twoim umyśle, nie wypalisz się. Jeśli zrozumiesz, że wszystko to wydarza się w twoim umyśle, nie zmęczysz się. Jest to taki bardzo ogólny i grubo ciosany opis absolutnej bodhiczitty. Jeśli to rozumiesz, masz pełny obraz tego czym jest Oświecona Postawa, bodhiczitta.

Reasumując: absolutna bodhiczitta jest zrozumieniem pustości. Tylko wtedy mamy pełny obraz bodhiczitty. Gdy mówimy o Oświeconej Postawie mamy na myśli zwykle coś prostego: uprzejmość, dobre serce, ale to nie wszystko. Tak postępuje wielu ludzi i niekoniecznie są oni bodhisattwami. Oczywiście nikt nie przeczy, że są dobrymi i współczującymi osobami. Są ludzie, którzy nawet oddają swe życie za innych, nadal jednak mogą nie być bodhisattwami. Są wręcz w niebezpiecznej sytuacji, ponieważ działając pod wpływem swej obsesji mogą paść ofiarą swego zorientowanego na cel umysłu. Obsesja na punkcie celu może zrodzić wiele efektów ubocznych, możemy na przykład zacząć myśleć: „Dokładnie to powinno się wydarzyć!”. Z takim podejściem bodhisattwa może stracić nadzieję i determinację gdy coś nie wychodzi po jego myśli. Może nawet porzucić ścieżkę bodhisattwy… Ale jednocześnie nie znaczy to, że bodhisattwa nie ma żadnego celu.

Źródło: buddyzm.edu.pl (Fragment książki „Entrance To The Great Perfection: A Guide To The Dzogchen Preliminary Practices”. Tłumaczenie Grzegorz Kuśnierz).