Podczas spotkania z młodzieżą, które kończyło cykl wykładów udzielonych przez Jego Świątobliwość Karmapę w Berlinie w czerwcu 2014 roku, jedna z uczestniczek spytała, jak może pomóc swojej umierającej babci. Jego Świątobliwość odpowiedział w ten sposób:

Najważniejszą sprawą jest umiejętność akceptowania śmierci, która jest czymś zupełnie naturalnym. Ludzie w swoim samouwielbieniu chcieliby być zawsze młodzi. Ale naturalną cechą życia jest to, że każda istota, która się narodziła, z czasem zestarzeje się i umrze. Stanie się tak bez względu na to, czy tego chcemy czy nie. Ci, którzy nie potrafią się z tym pogodzić, ściągają na siebie wiele cierpienia. Zazwyczaj co roku świętujemy swoje urodziny, ale jak się nad tym głębiej zastanowić, świętujemy tym samym zbliżanie się do śmierci. Uczmy się zatem oswajać z myślą, że kiedyś przyjdzie nam umrzeć, to bardzo ważne.

Jak się za to zabrać? Może nam tu pomóc pewne ćwiczenie, mające na celu oswajanie się ze śmiercią. Ćwiczeń tego typu (w buddyzmie tybetańskim) jest zresztą wiele. To, którym chciałbym się z wami podzielić polega na tym, że wyobrażamy sobie, iż jeden dzień jest całym naszym życiem. Moment przebudzenia i wstawania z łóżka odpowiada narodzinom. Potem w ciągu dnia dorastamy, przeżywamy całe życie i w końcu ponownie kładziemy się do łóżka i zasypiamy – co jest odpowiednikiem śmierci.

Praktykując to ćwiczenie przez dłuższy czas nauczymy się patrzeć na śmierć jako coś naturalnego, zwyczajnego. Zrozumiemy też, że śmierć nie oznacza końca, bo przecież obudzimy się ponownie. Z czasem pojawi się w nas więcej akceptacji, a gdy nadejdzie chwila prawdziwej śmierci, potraktujemy ją niczym stan podobny do zasypiania. Nie ma się czym martwić, nie ma się czego bać – szykujmy się na nadejście śmierci tak, jakbyśmy szykowali się do snu.

Berlin, 8 czerwca 2014 roku. Przekład: BS

Źródło: 17karmapa.pl