Osoby praktykujące Dharmę napotykają na trudności i doświadczają różnych lęków. Mogą one wywołać wątpliwości i sprawić, że zaczniemy zadawać sobie pytanie: „Dlaczego mnie to spotyka?”, a nawet doprowadzić do porzucenia Dharmy. Należy jednak pamiętać, że negatywne sytuacje stają na drodze wszystkich praktykujących, niezależnie od tego, czy stanowią oni część klasztornej Sanghi, czy są świeckimi, którzy przyjęli Schronienie w Trzech Klejnotach.

Dharma ma wielką wartość. Niezrównana, wprowadza nas i wszystkie istoty, tak niepoliczalne jak nieskończona jest przestrzeń, na ścieżkę bodhicitty, która wiedzie do pełnego Wyzwolenia. Skoro próbujemy osiągnąć tak wielki cel, naturalnie muszą pojawić się problemy. Tak jest nie tylko przy praktyce Dharmy. W żadnym przedsięwzięciu nie da się uniknąć pewnych chwilowych trudności. Kiedy praktykujemy ścieżkę, która prowadzi do trwałej, niezrównanej szczęśliwości, natykając się na problemy, napotykamy jednocześnie ucieleśnianą przez nie prawdziwą naturę. Innymi słowy, możliwość Wyzwolenia pojawia się w tej samej chwili, co kłopot. Powinniśmy przy tym pamiętać, że nie praktykujemy tylko dla siebie, ale dla pożytku niezliczonych istot we wszystkich światach.

Negatywne duchy, które stwarzają trudności adeptom Dharmy, będą ciskać przeszkody pod nogi tych, którzy idą ścieżką Oświecenia. Co chcą przez to osiągnąć? Ich celem jest wymazanie z umysłu medytującego pragnienia praktykowania i osiągnięcia Wyzwolenia. Rozumiejąc to, adept powinien uzbroić się w pilność i robić wszystko co w jego mocy, by praktykować Dharmę. Płyną z tego dwie korzyści. Po pierwsze, przeszkody można powstrzymać, zanim się pojawią. Po drugie, nie marnujemy dotychczasowych wysiłków i starań, podążając dalej ścieżką Przebudzenia.

Zdarzają się dziś praktykujący, którym wydaje się, że jeśli będą intensywnie medytować, to osiągną wszystkie przymioty oraz wyjątkowe atrybuty Dharmy, tyle że nie bardzo znają istotę poglądu, medytacji i właściwego postępowania, jakich naucza ich własna tradycja. Mimo to są przekonani, że wkrótce osiągną Oświecenie oraz wszystkie główne i drugorzędne oznaki Buddy. Kiedy tak się nie dzieje, mówią: „Dharma jest bezużyteczna. Nie działa. Ciężko praktykowałem, ale nie zdało się to na nic”.

Rzeczywiście, prawdziwa Dharma obejmuje ścieżkę tajemnej mantry, wadżrajanę, która jest bardzo szybka. Pośród jej ustnych pouczeń znajdujemy i takie: „Jeżeli będziesz medytować właśnie teraz, osiągniesz Przebudzenie właśnie teraz”. To nauki Buddy i jego następców. Jeśli jednak w naszym umyśle nie ma siły i potencjału urzeczywistnienia tej szybkiej ścieżki, mamy niewielką szansę na rychłe Wyzwolenie. Możliwość osiągnięcia Wyzwolenia opiera się na tym, że Budda ukazał odpowiednią ścieżkę, niemniej samo osiągnięcie zależy od nas. Jeśli więc nie włożymy w praktykę całego serca, to otrzymamy nauki Dharmy, lecz nie urzeczywistnimy ich. Jeżeli brak nam zdolności lub atrybutów niezbędnych do osiągnięcia owocu praktyki w naszej tradycji, sięgamy po inną i – znów nie osiągnąwszy rezultatu – uwłaczamy i jej, mówiąc, że się nie sprawdza. Ten schemat jest rezultatem nieumiejętności odróżnienia tradycji religijnej od jednostki, Nauk od naszego ograniczonego ego.

W buddyzmie „tradycją religijną” nazywamy praktykowanie poglądu, filozofii umysłu. Wszystkie ścieżki tej tradycji związane są z umysłem. Budda i niezrównani mistrzowie, którzy poszli w jego ślady, nauczali, że kluczem jest okiełznanie umysłu. Wielu z nas studiowało najważniejsze traktaty buddyzmu. (Trudno powiedzieć, jakie korzyści daje umysłowi zgłębianie innych dyscyplin, takich jak na przykład nauki przyrodnicze). Jeśli otrzymujemy wyjaśnienia, jak wykonywać praktyki wstępne, czy bierzemy udział w inicjacji, może to przynieść pożytek umysłowi. Te aktywności są sercem Dharmy i mają utrwalić w naszym umyśle nawykowe skłonności do uzyskania prawdziwego szczęścia. Ale jeśli to nam nie pomaga, to znaczy, że inicjacja nie spełniła najważniejszego celu, sprowadzając się tylko do położenia wazy na naszej głowie i żmudnej pracy lamów.

Przyjęcie inicjacji przynosi wiele korzyści, ale przede wszystkim chodzi tu o ujrzenie prawdziwej natury umysłu. Ceremonia ma sens, o ile wyrabia w nas pozytywne, nawykowe skłonności, na przykład doświadczenie prawdziwej natury, które powinno zapaść nam w serce. Jeżeli tak się nie dzieje, niezależnie od tego, ile traktatów przestudiujemy i ile otrzymamy inicjacji, nie będą one zbyt użyteczne. Kluczem jest zespolenie z najgłębszą naturą naszego własnego umysłu.

Powyższe nauki Karmapy pochodzą z książki „Muzyka na niebie”, dostępnej do bezpłatnego pobrania, jako e-book na stronie http://dharmaebooks.org. Przekład: Adam Kozieł.