Tybetańskie nauki dharmy opierają się na buddyzmie mahajany. W Tybecie mamy do czynienia ze szczególną jego tradycją. Wiele wieków temu indyjscy mahasiddhowie zebrali samą esencję nauk Buddy, która później została przeniesiona do Tybetu. Aż do dziś studiuje się je na uniwersytetach. Przynoszą też one prawdziwe skutki dzięki praktyce. To pewne, że wszyscy możecie doświadczyć owocu, jakim jest stan Buddy.

Sercem nauk mahajany pozostaje medytacja pozwalająca na doświadczenie bodhicitty, przebudzonej postawy umysłu. Pojęcie to można rozumieć na dwa sposoby:

  • Jako pragnienie przyniesienia pożytku sobie i innym
  • Jako stan umysłu pojawiający się w czasie dobrej praktyki, kiedy siebie i wszystkie istoty postrzegamy jako nieoddzielne

Jeśli będziecie medytować z właściwą motywacją i zrozumieniem prawa przyczyny i skutku, wzbudzicie w ludziach zaufanie. Będą oni mogli polegać na was i na tym, co robicie. Zręczne środki bodhicitty umożliwiają wam skuteczne pomaganie innym. Działania bodhisattwy można podzielić na cztery grupy:

  • Szczodrość
  • Łagodna mowa
  • Pożyteczne działanie
  • Spójność między słowami i działaniami

Gdy bodhisattwa, praktykujący szczodrość, zobaczy kogoś, kto jest biedny, spontanicznie ofiaruje mu jedzenie, ubranie, wszystko, czego będzie on potrzebował. Bodhisattwowie wiedzą również, że ludzie nie słuchają słów wypowiedzianych w gniewie. Potrafią wczuć się w ich położenie. Mając dla nich zrozumienie, mówią łagodnie i spokojnie, tak aby inni czuli się przy nich dobrze.

Takie postępowanie bodhisattwy pozwala na wykorzystanie dharmy w wielu różnych sytuacjach. Jeśli przyjrzymy się religiom Wschodu i Zachodu, zobaczymy, że pojęcie o wierze pozostaje w nich jednakowe, nawet jeśli one same są odmienne. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę filozofie, widać znaczące różnice. Dlatego też w krajach zachodnich wypowiedzi nauczycieli buddyjskich powinny zgadzać się z zachodnimi wzorcami myślenia, tak aby nasiona dharmy w pełni przeniknęły do doświadczenia ludzi. Tak też do nich przemawiają lamowie.

Ponieważ żyjemy w szczęśliwym czasie, światło współczucia Buddy dociera do Ameryki, Kanady, Europy – rozprzestrzenia się po całym świecie. Wiele osób chce medytować i daje im to wiele radości. Z drugiej strony, aby móc to robić, trzeba trafić na właściwy splot okoliczności. Samo zejście się tylu dogodnych warunków jest nadzwyczajnym, wspaniałym błogosławieństwem dharmy. Z chwilą otrzymania go na praktykującym spoczywa odpowiedzialność za dalsze przekazywanie nauk – tym, którzy są na nie gotowi.

Jak powiedziałem na początku, korzeniem dharmy jest cenna bodhicitta, oznaczająca współczucie dla innych. Pozostaje ona istotą wszystkiego, o czym dziś mówiłem. Niektórzy ludzie myślą, że bardzo trudno jest otrzymać nauki. W końcu jednak je dostają. Wówczas z kolei uważają, że nawet jeśli je otrzymali, to są one niezwykle trudne, a urzeczywistnienie ich zabiera wiele czasu. Zapewne tak jest.

Tak, jak w tym świecie trudno jest zrealizować to, do czego się dąży, tak też nie jest łatwo dotrzeć do głębokich, sekretnych nauk mahajany, a już praktykując ją, nie jest łatwo osiągnąć stan radości lub przebudzenie. Wszystko to jednak zależy od was. Powinniście naprawdę podążać za dharmą, medytować i utrzymywać świadomość przyczyny i skutku. Jeśli będziecie robić to wytrwale i z zaufaniem, urzeczywistnienie nie zabierze tak długiego czasu, może też nie okaże się tak trudne. Sekretne nauki mahajany mówią: „Nagle dzieje się coś szczególnego, nagle przebudzenie zostało już osiągnięte”.

Choć tak wielu dziś medytuje, nasze czasy nie są spokojne i pełno w nich rozproszenia. Jaką motywacją powinniśmy się wobec tego kierować? Znowu: pragnieniem przynoszenia pożytku innym. Doskonałą podpowiedzią tutaj mogą stać się nasze własne potrzeby: czegokolwiek my chcemy, innych pewnie też uszczęśliwi.

Taka motywacja jest rzeczywiście rdzeniem praktyki dharmy. Jeśli uświadomimy sobie, jak działa prawo przyczyny i skutku, będziemy pewni, że nasza postawa przyniesie doskonałe rezultaty. W tym świecie przywykliśmy mówić: „moi rodzice, mój kraj, moja własność”. Z punktu widzenia dharmy patrzymy na wszystkich jako nieoddzielnych od nas i głęboko życzymy im, by wyzwolili się od cierpienia i jak najszybciej osiągnęli stan buddy.

W ten sposób praktykujemy bodhicittę. Jeśli będziemy umacniać w sobie życzenie przynoszenia pożytku innym i choćby raz dziennie powtarzać mantrę OM MANI PEME HUNG, pomoże to w wyzwoleniu istot z cierpienia i wyniesie je na poziom buddy. Dołączam swe myśli i błogosławieństwo do wszelkich waszych poczynań i bardzo wam życzę długiego życia.

Źródło: buddyzmwadzrajana.blogspot.com