Niektórzy twierdzą, że era występku, Kalijuga, właśnie trwa a jeśli nie, to wkrótce nadejdzie. Niektórzy nawet obawiali się w 2012 roku końca znanego nam świata.

Co sprawia, że dana era jest erą ciemności lub tak zwaną złotą erą? Jakie znaki na to wskazują? Trzęsienia ziemi, purporowe niebo, deszcze meteorytów, w przeciwieństwie do tego, co nam mówiono, nie są oznakami ostatecznej zagłady. Podobnie, fruwające wszędzie wokół cherubinki, dobrze prosperująca gospodarka, swobodny przepływ informacji i pokój na ziemi niekoniecznie oznaczają złoty wiek. Mówi się, że era światłości to czas, kiedy ludzie cenią empatię i wybaczają innym; kiedy starają się zrozumieć punkt widzenia drugiego człowieka i są zadowoleni z tego, co sami mają. Kiedy systematycznie tłamsi się te wartości, wtedy można mówić o rychłym końcu świata. Kiedy bezbronnego żebraka postrzegamy jako pasożyta, a zazdrościmy miliarderom, którzy notorycznie niszczą naszą planetę, wówczas to my sami przyspieszamy nadejście dnia zagłady.

Tak jak nauczał Budda, wszystko zależy od przyczyn i warunków. To samo tyczy się wieków ciemnych i wieków złotych. Nie kieruje nimi przeznaczenie, ale też nie pojawiają się losowo, chaotycznie. Przeznaczenie zależy od warunków i przyczyn, a główną przyczyną jesteśmy my sami. My oraz nasze wybory tworzą nasze przeznaczenie. To, kim jesteśmy teraz jest wynikiem tego, kim byliśmy i jak zachowywaliśmy się w przeszłości. To, kim będziemy w przyszłości zależy od tego, kim jesteśmy i co robimy teraz.

Sam Budda Siakjamuni, z kwiatami lotosu u stóp, może zapukać do naszych drzwi, prosząc o jałmużnę, lecz jeśli będziemy przejęci luksusowymi zegarkami Patek Phillipe, sławą, przyjaciółmi albo sześciopakiem piwa na brzuchu, wtedy nauka Buddy będzie nas irytować, będzie niewygodną prawdą.

Nawet jeśli Kalijuga już trwa i podlegamy niezliczonym przyczynom i warunkom ciemnej ery – łatwo się rozpraszamy, ograniczamy się do myślenia o własnym przetrwaniu, staramy się osiągnąć cele oparte na materialistycznym, konsumpcyjnym poglądzie – nadal możemy obrócić to na swoją korzyść. Mówi się, że w czasach upadku, współczucie Buddów i bodhisatwów jest jeszcze większe. Mądra duchowo osoba może to wykorzystać. Era ciemności przypomina bowiem o tym, jak cenna są Trzy Klejnoty: Budda, Dharma i Sangha.

Jesteśmy zależni od warunków, zatem musimy szukać światła i troszczyć się o powstawanie warunków pojawienia się światła. Stale musimy sobie przypominać o przeciwieństwie materializmu. Do tego potrzebujemy wizerunków Buddy, głosu Dharmy i struktury Sanghi.

W ostatnich latach straciliśmy kilka wielkich emanacji Buddy – Kjabdzie Trulszika Rinpocze i Mindrolinga Triczena Rinpocze oraz Penora Rinpocze; wszyscy oni byli doskonałym przykładem Buddy. Lecz nawet jeśli ich zewnetrzna forma przestała istnieć, musimy pamiętać o tym, że ich wspołczucie jest bezgraniczne.

Gdzie jest popyt, jest i podaż; mając to na uwadze, powinniśmy wyrażać życzenia, aby emanacje buddów i boddhisatwów nie przestały się pojawiać, aby – jak to się teraz mówi – szybko się odradzali. Lecz oby te ponowne narodziny nie były ograniczone do dziecka z Tybetu, wychowanego w tamtejszej kulturze czy tadycji. Możemy wyrażać życzenia aby Budda pojawiał się we wszelakich formach, nawet jako coś pozornie nieistotnego – jak powiew wiatru – aby przypominać nam o wartościach, jakie niosą ze sobą miłość, współczucie i tolerancja. Musimy dążyć do tego, aby pobudzić miliardy manifestacji Buddy, a nie tych spragnionych tronu, jeżdżących Rolls-Royce’ami tulku, którzy są jedynie produktem nepotyzmu.

Tłumaczenie: Agnieszka Bałazy

Źródło: buddyzm.edu.pl