Cały nasz wszechświat – wszystkie nasze względne doświadczenia – postrzegamy w podobny sposób. Szufladkujemy te doświadczenia i je utwierdzamy. Bierzemy te utwierdzone doświadczenia za prawdziwe własności danego przedmiotu. Staramy się uczynić „prawdziwym” nasze względne doświadczenie. Jednocześnie odczuwamy coś na kształt strachu, że być może nie jest realne.

Jeśli przyjrzymy się bliżej naszemu doświadczeniu, zaczniemy widzieć je takim, jakie jest naprawdę. Kiedy analizujemy prawdę względną, dotykamy jej prawdziwej natury, czyli siunjaty, braku egzystencji. Badając względną egzystencję na poziomie etykietek i pojęć, widzimy że one tak naprawdę nie istnieją.

Analizę taką możemy zastosować wobec zewnętrznego świata fizycznych przedmiotów. Kiedy analizujemy ten świat, trudno umiejscowić trwałą lub prawdziwą egzystencję. Możemy zacząć analizę od rozważań nad pojedynczym przedmiotem. Gdy przykładowo analizujemy stół, dzieląc go w umyśle na coraz to mniejsze kawałki i dochodząc do cząsteczek atomu, w końcu odkrywamy, że nawet najmniejszą drobinkę zawsze można rozłożyć na jeszcze mniejsze części. Dlatego nie możemy powiedzieć ani o atomie, ani o stole, że ich cechą jest trwałe lub pewne istnienie.

Możemy przeprowadzić tę analizę w umyśle, natomiast naukowcy przeprowadzają ją w formie nowoczesnych eksperymentów naukowych. Według teorii kwantowej atom tak naprawdę nie istnieje jako solidna całość. Naukowcy twierdzą, że składa się z kwarków i na pewnym poziomie istnienia przejawia się jako światło, energia lub strumienie. Powstrzymują się jednak od oświadczenia, że „wszystko jest puste”, ponieważ oznaczałoby to koniec świata.

Wolimy mówić, że rzecz się z czegoś składa. Gdy mówimy, że rzecz składa się z kwarków, energii lub światła, możemy uczepić się tej cząstki istnienia, która pozornie pozostała jako ostatnie ogniwo. Takie pojmowanie daje naszemu ego pewną ulgę, ponieważ zdaje się dowodzić, że jaźń i świat nie są zupełnie puste. Wciąż myślimy, że nie jesteśmy do końca pozbawieni istnienia; sądzimy, że istniejemy, nawet jeśli nie wiemy za bardzo, jak to się dzieje. Używamy zatem określeń takich jak „światło” lub „energia”, ale z buddyjskiej perspektywy, kiedy badamy świat relatywny, nie znajdujemy takiego istnienia. Niezależnie od tego, czy analizujemy zewnętrzny świat fizyczny, czy też wewnętrzny świat naszego umysłu, nie natrafiamy na żadne stałe ani niezależne istnienie.

Widzimy wtedy, że podstawa nie ma podstawy. Gdy analizujemy prawdę względną – gdy badamy ją i nad nią medytujemy – podstawa ta zaczyna się chwiać. Jeśli poprowadzimy analizę dalej, dojdziemy do etapu, w którym doświadczymy wyzbytej istnienia, pustej natury świata. To wielkie przeżycie. To dlatego jest tak wiele instrukcji zalecających refleksję nad tym, że samsara nie ma podstawy. Niekiedy możemy się zastanawiać, czy ziemia, na której stoimy, zostanie na swoim miejscu przez najbliższe pięć minut, bo analizując podstawy, widzimy jak na dłoni, że one nie istnieją. Nie istnieją z absolutnego punktu widzenia. Istnieją zaś na poziomie relatywnym. Możemy powiedzieć: „Absolutnie nie, ale względnie tak”. Musimy wyraźnie odróżnić to, co względne, od tego, co absolutne. Kiedy mówimy o pustce, to mówimy o ostatecznej lub absolutnej rzeczywistości. Nie chodzi tu o relatywne doświadczenie, które istnieje tylko w naturze współzależności.

Powyższy fragment pochodzi z książki Dzogczena Ponlopa Rinpocze „Nagłe przebudzenie”, udostępnionej w całości do bezpłatnego pobrania, jako e-book na stronie http://dharmaebooks.org