Widzę dwie możliwości pozbawionej sekciarstwa postawy w kwestii religii. Z jednej strony możemy odczuwać szacunek w stosunku do wszystkich wyznań. Na przykład ja sam jestem buddystą, lecz równocześnie odczuwam wielki szacunek wobec chrześcijaństwa i innych religii.

Można również, szanując wszystkie religie, chcieć równocześnie praktykować je. To w ten sposób niektórzy praktykują zarówno chrześcijaństwo, jak i buddyzm. Do pewnego stopnia jest to całkiem możliwe.

Kiedy jednak angażujemy się coraz bardziej na drodze, sprawy zaczynają wyglądać nieco inaczej. Gdy zgłębiamy „pustkę” i Prawo Współzależnego Powstawania wszystkich rzeczy, trudno jest równocześnie akceptować istnienie Boga stworzyciela, istniejącego wiecznie i niezmiennie. Z kolei dla tego, kto wierzy w istnienie Boga stworzyciela, problem stanowi zagadnienie współzależności. Na pewnym poziomie dotykamy tego, co stanowi fundament naszej religii i jesteśmy zmuszeni, jeśli można tak powiedzieć, specjalizować się. Absolutnie nie przeszkadza to odczuwać szacunek w stosunku do innych dróg rozwoju duchowego, ale równoczesne ich praktykowanie staje się trudne.

W buddyzmie istnieje, między innymi, pewna szczególna praktyka nazywana „przyjmowaniem schronienia w Buddzie”. Nie jestem pewien, czy równocześnie bylibyśmy w stanie znajdować schronienie na przykład w Chrystusie, nie popadając w pewien dylemat. Myślę, że w tym konkretnym przypadku, lepiej uznać Chrystusa za emanację bodhisattwy.

Tłumaczenie: Zofia Piątkowska

Źródło: buddyzm.edu.pl za XIV Dalajlama, „Myśli płynące z serca”, Wydawnictwo KOS, 2003