Osiągnięcie trwałego szczęścia jest zadziwiająco proste – musimy tylko zrozumieć naszą prawdziwą naturę. Jak twierdzi Mingyur Rinpocze, największą trudnością jest pozbycie się naszego złego nawyku szukania szczęścia w ulotnych zdarzeniach.

Podróżowałem po całym świecie ucząc ludzi jak medytować. Niezależnie od tego czy dawałem nauki dla dużych grup, czy gawędziłem sobie z kilkoma osobami prywatnie, wydaje mi się, że wszyscy chcieli dowiedzieć się tego samego: gdzie można znaleźć trwałe szczęście? Co prawda, nie wszyscy w ten sam sposób formułują to pytanie – niektórzy może nawet nie zdają sobie sprawy, że o to pytają – ale kiedy sprowadzimy nasze pragnienia, nadzieje i lęki do ich istoty, to zwykle właśnie tej odpowiedzi szukamy.

Tym z nas, którzy podążają duchową ścieżką, może się wydawać, że znają odpowiedź. Na przykład każdy, kto studiuje nauki Buddy, jest w stanie powiedzieć wam, że prawdziwe szczęście jest w nas samych. Ale jeśli rzeczywiście rozumiemy, że nasza prawdziwa natura jest już całkowita, czysta i kompletna, to dlaczego ciągle zachowujemy się tak, jakby poziom zadowolenia zależny był od wysokości naszej pensji, jakości naszych relacji, czy wielu miłych zdarzeń, którymi możemy się otoczyć. Innymi słowy, dlaczego oczekujemy, że rzeczy, które są ulotne i zmienne ze swojej natury, zapewnią nam coś stałego i bezpiecznego?

Odpowiedź jest całkiem prosta: to zły nawyk. Wierzyliśmy w ten mit tak długo, że potrzeba czasu, aby nowe rozpoznanie przebiło się do sedna naszego jestestwa. Co więcej, często wnosimy ten sam sposób myślenia – tzn. oczekiwanie, że tymczasowe doświadczenia mogą być przyczyną trwałego szczęścia – również do naszej praktyki medytacji. Mylimy ulotne doznania spokoju i relaksacji z prawdziwym uczuciem swobodnego rozluźnienia się w czymkolwiek, co się w chwili obecnej manifestuje. Uważamy, że wyciszanie umysłu polega na pozbyciu się myśli i gwałtownych emocji, zamiast raczej złączyć się z naturalnym stanem samoświadomości, w którym ani nie jest lepiej, jeśli nie pojawiają się myśli, ani niej jest gorzej, jeśli się pojawiają. Tak ścigamy te ulotne doznania błogości i jasności, jednocześnie tracąc kontakt z głęboką prostotą uważności, która cały czas jest z nami.

Zmierzam do tego, że powinniśmy być dla samych siebie cierpliwi i dali sobie czas na rozluźnienie głęboko zakorzenionych uwarunkowań. Dobre wieści są takie, że wszystko, co słyszycie na temat medytacji jest w rzeczywistości prawdziwe. Nasza esencjonalna natura naprawdę jest całkowicie czysta, pełna i nieskończona. Nie ważne jak bardzo daliśmy się złapać uczuciom niepewności, depresji czy winy, zawsze istnieje dla nas dostępna opcja, która nie każe nam przestać czuć, co akurat czujemy, czy też przestać być tym, kim właśnie jesteśmy. Wręcz przeciwnie, jeśli wiemy, gdzie trzeba patrzeć i jak to robić, znajdziemy spokój umysłu pośród szalejących emocji, głęboki wgląd w sam środek całkowitego pomieszania, ziarno współczucia w naszych najmroczniejszych chwilach, nawet jeśli czujemy się całkowicie zgubieni i samotni.

To może brzmieć zbyt dobrze, aby było prawdziwe. Faktycznie, muszę się przyznać, że jak usłyszałem to pierwszy raz, wydało mi się to trochę zbyt łatwe i zbyt wygodne. W rzeczywistości zajęło mi kilka lat, zanim przestałem traktować medytację jak młot, który ma wybić wszystkie moje bolesne uczucia i bezlitosne myśli z mojego życia. Trudno opisać, jak ciężko mi było konfrontować się ciągle z tą burzą moich niepokojów, jednocześnie kurczowo trzymając się idei, że te przeszkadzające myśli i emocje oddalają mnie od prawdziwego spokoju umysłu.

Trwało to tak długo, aż zdesperowany poddałem się i w końcu zobaczyłem prawdę, o której moi nauczyciele cały czas mi mówili. To, czego mnie wciąż i wciąż uczyli, czekając cierpliwe, żebym sam doświadczył tego, czego oni się nauczyli; tego, że miłość, współczucie i mądrość manifestują się przez cały czas. To nie jest tak, że jesteśmy doskonali gdzieś głęboko w środku, a na powierzchni jakoś tak wszystko jest pomieszane. W istocie raczej jesteśmy czyści i w środku i na zewnątrz. Nawet nasze najbardziej szkodliwe nawyki są manifestacją podstawowego dobra w nas.

Jest tylko jeden problem: w obecnej chwili nie widzimy tej prawdziwej natury, a jeszcze słabiej dostrzegamy to, że wewnętrzne współczucie i mądrość właśnie z niej wypływają. Jeśli nawet rozumiemy intelektualnie, że mamy naturę buddy – potencjał przebudzenia się ze snu ignorancji i cierpienia – rzadko kiedy uświadamiamy sobie tę wewnętrzną doskonałość w chwili obecnej. Widzimy to raczej jako pewną możliwość w przyszłości – coś, czego możemy kiedyś doświadczyć, może nawet dopiero w przyszłym życiu.

Niemniej jednak, ten potencjał oświecenia jest obecny, właśnie teraz, w tym momencie. Nie wierzycie mi? Cóż, poświęćmy więc chwilę na sprawdzenie czy to prawda. Dlaczego teraz siedzisz i czytasz ten tekst? Dlaczego w ogóle interesuje cię medytacja? Założę się, że przynajmniej po części powodem jest to, że chcesz być szczęśliwy. Kto nie chce? To życzenie bycia szczęśliwym jest esencją miłującej dobroci. W chwili, gdy rozpoznamy to zasadnicze pragnienie w sobie, widząc jak ono się cały czas manifestuje na wiele różnych sposobów, wtedy możemy rozciągnąć to pragnienie na innych. Podobnie, drugą stroną bycia szczęśliwym jest życzenie bycia wolnym od cierpienia. I znowu, mógłbym się założyć, że w pewien sposób ta chęć uwolnienia się od cierpienia jest w tym momencie waszą motywacją. To proste życzenie jest esencją współczucia. No i w końcu musi być tu powiedziane to, że nawet jeśli chcemy być szczęśliwi i wolni od cierpienia, często robimy rzeczy, które doprowadzają nas do przeciwnych rezultatów. Zastanówcie się przez chwilę nad tym, co czujecie w tych momentach. Kiedy szukacie tego trwałego szczęścia tam, gdzie nie może być znalezione. Czy na przykład włączając telewizor nie czujecie gdzieś tam w środku, że coś jest nie tak. Czy to nie jest takie subtelne dokuczliwe uczucie, że być może szukacie szczęścia w złym miejscu? Cóż, to właśnie wasza natura buddy się odzywa, wasza wewnętrzna mądrość.

Więc widzicie, że nie musimy patrzeć gdzieś poza tę chwilę, aby doświadczyć mądrości, współczucia, bezgranicznej doskonałości waszej prawdziwej natury. W rzeczywistości, te rzeczy nie mogą być nigdzie indziej, jak właśnie tu, w tym momencie. Musimy po prostu zatrzymać się, żeby rozpoznać to, co jest zawsze tuż przed nami. To jest kluczowy punkt, ponieważ medytacja nie jest po to, aby zmieniać to, kim jesteśmy. Medytacja jest po to, abyśmy nauczyli się rozpoznawać naszą podstawową dobroć w bezpośrednim doświadczeniu obecnej chwili i po to, abyśmy potem podtrzymywali to rozpoznanie aż przesączy się ono do samej istoty naszego jestestwa.

Tłumaczenie: Agnieszka Jankiel Wolska

Źródło: lionsroar.com