W medytacji chodzenia nie chodzi o to, żeby dokądś dojść. Chodzenia używamy po prostu jako obiektu na którym możemy się skoncentrować. Nawet jeżeli musimy się dokądś dostać – musimy tam dojść lub dojechać, mamy wtedy okazję do praktyki. Thich Nhat Hanh, wietnamski mistrz Zen i poeta, napisał wiele gath, czyli zwięzłych wersów, żeby wesprzeć naszą uważność podczas codziennych aktywności, takich jak na przykład prowadzenie samochodu.

Zanim włączę silnik,
Wiem dokąd chcę dojechać.
Samochód i ja jesteśmy jednym.
Jeśli on jedzie szybko, ja jadę szybko.

Jeśli będziemy uważni w momencie odpalania samochodu, będziemy również wiedzieć jak właściwie go użyć. Kiedy jeździmy, zwykle myślimy o chwili przyjazdu, marnujemy całą podróż na rzecz myślenia o tym co będzie, kiedy dojedziemy. Jednak życie możemy znaleźć tylko w obecnej chwili, nigdy w przyszłości. Zupełnie możliwe jest, że po przyjeździe będziemy jeszcze bardziej cierpieć. Skoro mówimy już o celu podróży, dlaczego nie mielibyśmy powiedzieć czegoś o ostatecznym celu naszych podróży, cmentarzu? Nie chcemy jechać w kierunku śmierci, chcemy jechać w kierunku życia. Jednak gdzie ono jest? Życie można znaleźć jedynie w tej chwili. Dlatego też każdy przejechany kilometr, każdy krok, powinien przybliżać nas do teraźniejszego momentu. To jest właśnie praktyka uważności.

Widząc czerwone światło lub znak stopu, możemy się uśmiechnąć i podziękować im – są bodhisattwami pomagającymi nam wrócić od teraźniejszej chwili. Czerwone światło jest dzwonem uważności. Wcześniej uważaliśmy go za wroga uniemożliwiającego nam osiągnięcie celu. Teraz wiemy jednak, że czerwone światło jest naszym przyjacielem pomagającym nam oprzeć się pośpiechowi, wzywającym nas do pozostania w chwili obecnej – tu, gdzie możemy znaleźć życie, radość i spokój. Nawet jeżeli nie jesteś kierowcą, możesz pomóc wszystkim pasażerom poprzez praktykę oddychania i uśmiechania się.

Wiele lat temu pojechałem do Kanady, żeby poprowadzić tam odosobnienie. Przejeżdżaliśmy wtedy z przyjacielem przez Montreal. Pamiętam, że za każdym razem, gdy zatrzymywał się przed nami samochód, na tablicy rejestracyjnej pokazywał się napis „Je me souviens” („Pamiętam”). Nie wiedziałem o czym chcą oni pamiętać, prawdopodobnie o swoim francuskim pochodzeniu, wpadłem jednak w związku z tym na pomysł: „Mam dla was wszystkich prezent” powiedziałem przyjacielowi „Za każdym razem, gdy zatrzyma się przed wami samochód z napisem ‚Je me souviens’, możecie traktować to jako dzwon uważności, pomagający wam oddychać i uśmiechać się. A jadąc przez Montreal będziecie mieć mnóstwo takich okazji.”

Mój przyjaciel był wniebowzięty! Tak mu się spodobała ta praktyka, że podzielił się nią z 200 osobami podczas odosobnienia. Jakiś czas potem, gdy przyjechał odwiedzić mnie we Francji powiedział, że Paryż nie jest dobrym miejscem na praktykę kierowania samochodem, ponieważ tu ludzie nie mają znaków „Je me souviens”. Powiedziałem mu, że może przecież praktykować z czerwonymi światłami i znakami stopu. Kiedy opuścił Plum Village i wrócił do Montrealu napisał do mnie piękny list: „Thay, praktykowanie w Paryżu było bardzo łatwe. Nie tylko praktykowałem z czerwonymi światłami i znakami stopu, ale za każdy razem, gdy zatrzymywał się przede mną samochód, widziałem mrugające do mnie oczy Buddy. Nie mogłem się do nich nie uśmiechnąć.”

Nie walcz, gdy następnym razem utkniesz w korku. Walka nie ma sensu. Jeśli usiądziesz wygodnie i uśmiechniesz się do siebie, będziesz cieszył się chwilą obecną i sprawisz, że wszyscy w samochodzie poczują się szczęśliwi. Budda będzie tam, ponieważ Budda jest zawsze w chwili obecnej. Praktyka medytacji jest powrotem do chwili obecnej po to, żeby spotkać tu kwiat, niebieskie niebo, dziecko, olśniewająco czerwone światło.

Fragment z „Present moment, wonderful moment: Mindfulness verses for daily living” (1990). Przełożył Grzegorz Kuśnierz      

Źródło: buddyzm.edu.pl