Zrozumienie złożoności zjawisk – tego, że nawet ugotowanie jednego jajka wymaga zaistnienia wielu okoliczności – przynosi nam dużą korzyść. Kiedy nauczymy się dostrzegać złożoność rzeczy i sytuacji, będziemy potrafili przebaczać, okazywać wyrozumiałość, otwartość i nieustraszoność.

Niektórzy wciąż wskazują Marka Chapmana jako jedynego winnego śmierci Johna Lennona. Ale gdyby współczesny kult celebrytów nie był tak rozbuchany, Chapman może nie zacząłby fantazjować o zamordowaniu Lennona. Dwadzieścia lat później przyznał, że gdy strzelał do niego, nie postrzegał go jako rzeczywistej istoty ludzkiej. Jego niestabilność umysłową spowodowało wiele złożonych zjawisk (reakcje chemiczne w mózgu, wychowanie, amerykańskie szpitale psychiatryczne). Gdy widzimy złożoność chorego, cierpiącego umysłu i dostrzegamy okoliczności, w których funkcjonuje, wówczas lepiej zrozumiemy postępowanie różnych Chapmanów i będziemy umieli im wybaczyć. Podobnie jak z ugotowanym jajkiem – nawet gdybyśmy się modlili o to, by do zamachu nie doszło, okazałby się nieuchronny.

Jednak nawet mając takie zrozumienie, możemy nadal bać się Marka Chapmana z powodu jego nieprzewidywalności. Strach i niepokój to dominujące stany ludzkiego umysłu. Strach jest objawem nieustannej potrzeby uzyskania pewności. Boimy się nieznanego. Umysł łaknie potwierdzeń – a to łaknienie zakorzenione jest w naszym strachu przed nietrwałością.

Nieustraszoność rodzi się wtedy, gdy potrafimy docenić stan niepewności. Gdy przekonamy się, że stabilność i stałość powiązanych wzajemnie składników są niemożliwe. Wtedy łapiemy się na tym, że – dosłownie – przygotowani jesteśmy na najgorsze, a pozwalamy, by ziściło się to, co najlepsze. Przydaje to nam godności i majestatu. Cechy te zwiększają naszą zdolność do pracy, prowadzenia wojny, zawierania pokoju, założenia rodziny, cieszenia się miłością i związkami osobistymi. Przyjmując, że za rogiem coś na nas czeka i że od tej chwili istnieją niezliczone możliwości, rozwijamy w sobie przenikliwą świadomość i zdolność przewidywania, co upodabnia nas do wytrawnego generała na polu bitwy – nie jesteśmy paranoikami, lecz osobami przygotowanymi na wszystkie ewentualności.

Jeśli nie ma nietrwałości, to według Siddharthy nie ma też postępu ani zmiany na lepsze. Zrozumiał to Dumbo, latający słoń. W młodości czuł się wyrzutkiem z powodu swoich ogromnych uszu. Był samotny i przygnębiony; bał się, że wyrzucą go z cyrku. Ale potem odkrył, że jego „ułomność” jest czymś wyjątkowym i cennym, bo dzięki dużym uszom mógł latać. Zdobył popularność. Gdyby od razu uwierzył w nietrwałość, nie wycierpiałby aż tak dużo na samym początku. Zrozumienie, że wszystko jest nietrwałe, powala uwolnić się od strachu przed utknięciem na zawsze w sytuacji, nawyku czy wzorcu zachowania.

Krucha natura związków międzyludzkich to doskonały przykład złożoności i nietrwałości zjawisk. Niektóre pary sądzą, że dzięki czytaniu poradników i wskazówkom terapeuty pozostaną razem aż do śmierci. A jednak teza, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus może wyjaśnić tylko kilka przyczyn potencjalnych nieporozumień. Do pewnego stopnia ta ograniczona wiedza może pomóc w ułożeniu sobie harmonijnego pożycia, ale nie uwzględnia wielu ukrytych czynników, które decydują o złożoności takiego związku. Gdybyśmy potrafili dostrzec to, co jest niewidoczne, może stworzylibyśmy doskonały związek małżeński – albo trzymali się od małżeństwa jak najdalej!

Dostrzeżenie – w rozumieniu Siddharthy – nietrwałości związków międzyludzkich prowadzi do przyjemności, którą wyrażają znane słowa skierowane przez Julię do Romea: „Smutek rozstania tak bardzo jest miły”. Chwila rozstania często okazuje się najgłębszym przeżyciem w całym związku. Przecież każdy związek dobiegnie kiedyś końca – choćby z powodu śmierci. Pamiętając o tym, bardziej doceniamy przyczyny i uwarunkowania, dzięki którym możemy nawiązać kontakt z drugim człowiekiem. Objawia się to z całą mocą wtedy, gdy partner zapada na śmiertelną chorobę. Pryska złudzenie, że „zawsze” będziemy razem. Ta świadomość przynosi nam zadziwiające wyzwolenie.

Nasza troska i uczucie stają się bezwarunkowe i czerpiemy radość z chwili obecnej. Gdy wiemy, że dni naszego partnera są policzone, obdarzanie miłością i wsparciem przychodzi nam bez wysiłku. A przecież nasze dni zawsze są policzone – dlaczego o tym zapominamy? Nawet jeśli pojmujemy rozumem, że to, co się narodziło, musi umrzeć, a wszystkie zjawiska złożone w końcu ulegną rozpadowi, sercem wciąż wierzymy w trwałość, zapominając całkowicie o współzależności zjawisk. Ten nawyk może rodzić najrozmaitsze negatywne stany: paranoję, osamotnienie i poczucie winy. Możemy się czuć wykorzystani, zagrożeni, skrzywdzeni, zaniedbani – jakby ten świat się na nas uwziął.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Dzongsara Dżamjanga Kjence Rinpocze „Jak nie być buddystą”. Cały tekst dostępny jest do bezpłatnego pobrania, jako e-book na stronie http://dharmaebooks.org.