Moralne standardy naszego społeczeństwa sięgnęły dna. Głównie za sprawą tragicznej rewolucji kulturalnej, dekady „krytykowania Lina Biao i Konfucjusza”, podczas której zgładzono tradycyjną kulturę chińską i zrównano z ziemią buddyjskie klasztory, a co najgorsze – odrzucono wszystkie duchowe idee, uznając je za zupełnie bezwartościowe.

Odwiedzając od kilku lat różne uniwersytety, przekonałem się, że tak ich wykładowcy, jak i studenci z reguły nie mają pojęcia o naukach Buddy, Konfucjusza czy Mencjusza. Ludzie naigrawają się z synowskiego posłuszeństwa, zasad moralnych czy choćby zwykłej uprzejmości, co tłumaczy powszechne rozpasanie i apatię. Musieliście słyszeć o „małej Yue Yue”, dwuletniej dziewczynce, kilka dni temu potrąconej i przejechanej przez następny samochód w wąskiej uliczce w Foshanie, w prowincji Guangdong. Trudno w to uwierzyć, ale zdjęcia z monitoringu nie pozostawiają żadnej wątpliwości: w ciągu siedmiu minut krwawiące dziecko minęło obojętnie osiemnaście osób – rowerzystów, motocyklistów i pieszych. W końcu zainteresowała się nim zbieraczka śmieci, która zabrała dziewczynkę z jezdni i znalazła jej matkę. Niestety pomoc przyszła za późno i Yue Yue zmarła w szpitalu.

Potrącenie dziecka przez samochód to tragedia, ale takie rzeczy się zdarzają. Przypadek tej dziewczynki jest niesłychany za sprawą zimnego okrucieństwa wszystkich, którzy obojętnie ją mijali. Trudno o lepszy przykład apatii naszego społeczeństwa, uczącego od najmłodszych lat w domu i szkole wyłącznie dbania o własny interes. Po cichu, mimochodem uleciał z nas duch walki o słuszną sprawę i bezinteresownej pomocy, zastąpiony nowym credo „im mniej robisz, tym rzadziej się mylisz”.

Opisując ten incydent, japońska gazeta uznała, że Chiny, owładnięte obsesją wzrostu, rozwijają się kosztem podstawowych wartości moralnych. I stwierdziła, że materialne bogactwo nie wystarczy, by ten kraj stał się światowym mocarstwem. To wymaga bowiem prężnej kultury duchowej. Niestety, od szkoły podstawowej po uczelnie wyższe w programach nauczania właściwie nie wspomina się o odpowiednim zachowaniu, zdrowych stosunkach międzyludzkich, trosce o starszych i młodszych, wzajemnym szacunku i miłości. „Chiński system oświaty ostatnich dekad to katastrofa – alarmuje profesor Zhang Weiyin z Uniwersytetu Pekińskiego. – Nie rozwija w studentach kreatywności i całkowicie zaniedbuje podstawowe ludzkie wartości”.

Z tego właśnie powodu „miliard trzysta milionów ludzi nie zdołało podnieść staruszka”. Osiemdziesięcioośmioletni mężczyzna upadł kilkadziesiąt metrów od domu. Próbował wstać, ale nie miał na to siły. Przybywało gapiów, jednak przez godzinę nikt nie podał mu ręki. Wreszcie zauważył go jakiś krewny, niestety było już za późno i udusił się w drodze do szpitala.

Dlaczego nikt z tłumu mu nie pomógł? Bo się bali. W ostatnich latach wielokrotnie uczono Chińczyków, że bycie dobrym samarytaninem nie popłaca. Pewien człowiek musiał na przykład wypłacić odszkodowanie kobiecie, której pomógł wstać i został przez nią oskarżony o popchnięcie. W ten sposób ludzie dowiedzieli się, że nie należy pomagać starszym.

Widząc, co się wyprawia, prorektor Wu Zhipan wystosował apel do swoich wychowanków: „Jako absolwenci Uniwersytetu Pekińskiego macie pomóc starszemu człowiekowi, który się przewrócił. Jeśli was wrobi, sprawą zajmie się nasz wydział prawa. Jeżeli przegracie w sądzie, odszkodowanie zapłaci uczelnia”. Krótki list zrobił furorę w internecie, choć nie szczędzono też gorzkich słów społeczeństwu, w którym oczekuje się gwarancji prawnych, nim wyciągnie się do bliźniego pomocną dłoń.

„To hańba, że miliard trzysta milinów ludzi nie zdołało podnieść staruszka – pisał Ting Zuolin z wydziału pedagogicznego Uniwersytetu Tsinghua. – Nazywając rzeczy po imieniu, moralność sięgnęła w Chinach dna. Powszechna obojętność jest klęską nas wszystkich i każdego z osobna”.

Co z tego, skoro wciąż stoimy przed autentycznym dylematem – co robić na widok leżącego na ziemi starszego człowieka? Ci, którzy nie palą się do działania, mają ważkie powody. Jak doskonale wiemy, zdarzały się oskarżenia i wyroki sądów, które stwierdzały, „że gdyby oskarżony nie zawinił, po co miałby pomagać?”. Takie sprawy nie przechodzą bez echa i powodują niepowetowane szkody. A także mówią wiele o moralności społeczeństwa i głębi kryzysu wzajemnego zaufania.

Modne jest dziś dbanie o zdrowie. Najczęściej myślimy jednak tylko o fizycznym, podczas gdy psychiczne jest co najmniej tak samo ważne, na co zwraca uwagę nawet Światowa Organizacja Zdrowia. I nie idzie tu wyłącznie o wolność od choroby. Richard Gerring, amerykański uczony z Uniwersytetu Stanowego w Nowym Jorku, pisze, że psychologia jako nauka zajmuje się głównie ludzkim szczęściem. Klucz do niego stanowi zatem zdrowa postawa. Moim zdaniem jej najlepszym gwarantem jest, rzecz jasna, studiowanie nauk Buddy, przede wszystkim chodzi jednak o to, że bez duchowości i wiary, goniąc wyłącznie za praktyczną gratyfikacją – pieniędzmi, seksem, pracą – nawet zaspokoiwszy te pragnienia, nigdy nie zapełnimy pustki w sercu.

Fragment wykładu dla studentów Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Shanxi.

Khenpo Sodargje jest jednym z przełożonych Instytutu Studiów Buddyjskich Larung Gar i głównych spadkobierców Khenpo Dzigme Phuncoga.

Źródło: hfhr.org.pl