Fragment wykładu JŚ Karmapy z Toronto, 28 października 2018 r.

Chciałbym powiedzieć wam o tym, jak wygląda moja sytuacja. Wielu z was dowiaduje się o niej z mediów lub od innych osób. Dlatego najlepiej będzie, jeżeli sam ją pokrótce wyjaśnię.

W tym roku mija 18 lat odkąd zamieszkałem w Indiach i przez te lata nigdy nie byłem poza tym krajem tak długo jak ostatnio. Mój wyjazd trwa już półtora roku, a większość tego czasu spędziłem w Stanach Zjednoczonych. Wiele osób zapewne uważa, że po prostu dobrze się bawiłem i korzystałem z wolności. Tak to zapewne wygląda z zewnątrz, ale dla mnie osobiście był to najprawdopodobniej najtrudniejszy okres w życiu. Z jednej strony podupadłem na zdrowiu – nie było to nic poważnego, ale szybko się męczyłem i czułem się słaby. Dodatkowo doświadczałem wielu trudności, które okazały się bardzo stresujące. Musiałem stawić czoło problemom, których nigdy wcześniej nie miałem, a towarzyszyło im mnóstwo zewnętrznych i wewnętrznych nacisków. Mam wrażenie, że nigdy w życiu nie było mi tak ciężko. Nie wierzę, aby tak ciężki okres mógł się kiedykolwiek powtórzyć, dlatego mogę śmiało powiedzieć, że to był najtrudniejszy czas w moim życiu. Doszło do niego głównie za sprawą mojej karmy i zaistniałych okoliczności. Dlatego przede wszystkim oskarżam siebie, własne błędy oraz to, że nie korzystałem ze swojej inteligencji, że brakowało mi zręczności. Sam muszę się z tym uporać. To nie jest tak, że ktoś inny doprowadził do tych trudności, nie chcę nikogo oskarżać, nie mam do nikogo żalu. Wszystkiemu winna jest moja karma i zaistniałe okoliczności.

Niezależnie od tych problemów udało mi się załatwić kilka spraw. Jak donoszą media, otrzymałem paszport Wspólnoty Dominiki. Niektóre artykuły mówią o Dominikanie, ale to błąd. Chodzi o Wspólnotę Dominiki a nie o Republikę Dominikańską (Dominikanę). Więc wraz z kilkoma innymi osobami, które mi pomagały, podjęliśmy ten wysiłek, abym mógł pozyskać ten paszport. Rząd indyjski bardzo uprzejmie wydaje wszystkim uchodźcom tybetańskim dokument umożliwiający podróżowanie po kraju i za granicą. Dzieje się tak od 60 lat i pomaga to uchodźcom z Tybetu. Ale w praktyce przysparza też sporo trudności. Nie tylko za granicą, również w samych Indiach urzędnicy celni nie rozpoznają tego dokumentu, zadają wiele pytań: do jakiego kraju należy ten paszport? A my tłumaczymy, że to nie jest paszport. Często nawet indyjscy urzędnicy go nie znają. Poza tym wiele krajów go nie akceptuje. Z tego powodu wielu lamów różnych tradycji pozyskuje obywatelstwo innych krajów, albo obywatelstwo i paszport indyjski. To jest dla nich ważne, bo jako wysocy rangą lamowie muszą podróżować po świecie, by móc prowadzić swoją dharmiczną działalność. Ja jestem w takiej samej sytuacji. W przyszłości będę musiał przemierzać cały świat, więc moi doradcy mówili mi, że również powinienem przyjąć obywatelstwo innego kraju, z czym musiałem się zgodzić. Dlatego teraz mam już paszport.

Kiedy go wreszcie otrzymałem w marcu, planowałem wrócić do Indii w czerwcu. Od poprzedniego roku taki przyświecał mi plan. Musiałem też poinformować rząd Indii, że przyjąłem nowe obywatelstwo. Uważałem, że jeśli tego nie uczynię, byłoby to wyrazem braku szacunku. Dlatego w maju podjąłem próby przekazania tej wiadomości Rządowi Indii i w końcu mi się to udało. Przesłałem ją także Rządowi Tybetańskiemu i JŚ Dalajlamie. Prawo indyjskie nie zezwala na posiadanie podwójnego obywatelstwa, dlatego przedstawiłem władzom indyjskim swój nowy paszport i poprosiłem o wizę umożliwiającą powrót do Indii. Od tamtego czasu czekam na tę wizę. Wielu ludzi odczytuje mój długi pobyt za granicą jako znak tego, że nie chcę wrócić do Indii. U innych podejrzenia wzbudza fakt, że posiadam paszport innego kraju. Ale prawdziwym powodem pozyskania innego obywatelstwa jest sytuacja w jakiej znalazłem się ja i wielu innych lamów. W przyszłości ja również będę musiał podróżować po świecie, by rozwijać swoją dharmiczną działalność. Dlatego teraz staram się o wizę, która pozwoliłaby mi na szybki powrót do Indii. Mam nadzieję, że dość jasno to wszystkim wyjaśniłem.

Jak wspomniałem, ostatnio spędziłem dużo czasu za granicą i muszę stwierdzić, że w większości go zmarnowałem. Nie widzę bowiem żadnej konkretnej rzeczy, której dokonałem, za wyjątkiem tego, że udało mi się spotkać z Jego Świątobliwością Thaje Dordże. Do tego spotkania mogło dojść tylko za granicą, w Indiach byłoby ono niemożliwe. Skoro więc okazało się, że ja przebywam za granicą i on również, podjęliśmy spontaniczną decyzję. To było nasze pierwsze, wstępne spotkanie. Jak wspomnieliśmy we wspólnym oświadczeniu, doszło do niego na francuskiej prowincji, gdzie on mnie zaprosił 10-11 października. W ciągu tych dwóch dni rozmawialiśmy dwa razy. Głównym powodem naszego spotkania było pragnienie bliższego poznania się. Opowieści o Szamarze Rinpocze słyszałem odkąd byłem mały. Otaczało mnie wiele osób, które dorastały z Rinpocze. Ale niewiele wiedziałem o JŚ Thaje Dordże. Nikt z mojego otoczenia go nie znał. Dlatego ciekawiło mnie, jaki ma charakter, jaką jest osobą. Skorzystałem zatem teraz z okazji, by spotkać się z nim twarzą w twarz. Robi na mnie wrażenie osoby, której przyświecają dobre intencje, którą obchodzą potrzeby innych i dobro nauk. Poza tym obaj jesteśmy Khampami, więc dobrze się rozumieliśmy i byliśmy wobec siebie bardzo bezpośredni. Bardzo mnie to ucieszyło. Dobrze mi się z nim rozmawiało, łatwo pozwalał się poznać.

Reakcje ludzi na to spotkanie były bardzo różne. Niektórzy podchodzili do tej wiadomości z niedowierzaniem. Jeszcze inni potraktowali je jako swego rodzaju podsumowanie, zakończenie czegoś. Jakby wszystko już było postanowione. Ale to dopiero początek. Chodziło nam głównie o to, aby się wreszcie poznać, podzielić opiniami, przemyśleniami. Nic nie zostało postanowione, nie zapadły żadne decyzje. Zrobiliśmy dopiero pierwszy krok, a przed nami jeszcze długa droga. Poza tym dobre rezultaty tego spotkania nie zależą tylko od nas. Zależą od nastawienia całej społeczności karma kagju i wszystkich naszych uczniów. Proszę, podchodźcie do tego z myślą o dalszej przyszłości, nie chodzi tu bowiem o to, co będzie za kilka miesięcy czy lat. Chodzi mi bardziej o perspektywę kilku dekad czy pokoleń. Linia karma kagju podzieliła się na dwie frakcje i nie możemy dopuścić do tego, by ten podział był kontynuowany w następnych pokoleniach. To bardzo ważne. Podobnie, nie powinniśmy mieć w przyszłości żadnych wątpliwości, kto jest prawdziwym Karmapą a kto nie, czy też rozwijać wątpliwości co do autentyczności uczniów serca. Rozmyślałem nad tym i w rezultacie poprosiłem o to spotkanie. Gdyby zależało mi na własnym dobru lub dobru jednej frakcji, byłoby lepiej gdybym tego nie robił. Ale z punktu widzenia dobra calej linii i nauk karma kagju, spotkanie takie było nieuniknione. Musieliśmy do niego wreszcie doprowadzić. Dlatego postanowiłem sam je zaaranżować, poprosiłem o nie. Kilka lat temu JŚ Dalajlama udzielił mi paru rad i wtedy wspomniał, że byłoby dobrze, gdybyśmy się spotkali. Ale w owym czasie mój sposób myślenia był nieco ograniczony, zaś Khjabdzie Szamar Rinpocze nadal żył, więc uznałem, że to z nim powinienem się najpierw zobaczyć a potem dopiero poznać JŚ Thaje Dordże. Teraz zatem skorzystałem z tego, że jestem za granicą i pomyślałem, że trzeba do tego spotkania doprowadzić zanim wrócę do Indii.

W linii karma kamtsang, począwszy od Dusum Khjenpy po Rangdziunga Rigpe Dordże – Karmapowie, synowie serca i uczniowie rozwijali i rozpowszechniali jej nauki poprzez studiowanie, nauczanie i praktykę. Podobnie za sprawą mądrości, miłości i mocy doprowadzali uczniów do duchowej dojrzałości. Myślę, że w historii kagju to właśnie tworzy jej prawdziwy rdzeń, dostojeństwo i siłę. Dlatego musimy podtrzymywać tę tradycję, ta aktywność jest niezwykle istotna dla utrzymania naszej linii. Jeżeli zamiast tego będziemy pielęgnować swoją stronniczość, przekonując siebie, że nasze poglądy i czyny są słuszne i właściwe – wówczas takie podejście jest samo w sobie niedobre i niewłaściwe. Stronniczość i przywiązanie do własnej frakcji jest niezwykle niebezpieczne. Sprawia bowiem, że przestajemy dostrzegać błędy w sobie i zalety u innych. Zaczynamy mylić wady z zaletami, przestajemy więc rozróżniać dobro od zła. Musimy zatem być niezwykle uważni. Dlatego też poprosiłem JŚ Thaje Dordże o spotkanie w tym roku. Ale też jak już wspomniałem – to dopiero początek. Jego owoce i kierunek jaki obierzemy w przyszłości zależy od całej społeczności, wszystkich uczniów karma kamtsang. Dlatego proszę was – oceniajcie je z punktu widzenia jak najdalszej przyszłości. Ci, którzy patrzą na nie z krótkiej perspektywy mogą powiedzieć, że było niepotrzebne. Niektórzy mówią, że Ogjen Trinle Dordże wyszedł z niego pokonany, że przegrał. Ale wygrana i przegrana to krótkowzroczne pojęcia. One sprawią, że w przyszłości nie będzie już żadnej karma kagju. Dlatego postanowiłem teraz wszystko wyjaśnić. Proszę, weźcie to sobie do serca.

Źródło: 17karmapa.pl