Życie człowieka przepełnione jest pożądaniem i przywiązaniem. Może to spowodować wiele cierpienia, dotykającego zarówno nas samych jak i innych. Gdy nasze pragnienie pozostaje nie spełnione, stajemy się nieszczęśliwi. Jeśli nawet dostaniemy to, co chcieliśmy, szczęście okazuje się nietrwałe, ponieważ w jego miejsce nieodmiennie pojawia się nowe pożądanie. Staramy się jedynie raz za razem zaspokajać nasze pragnienia – nieskończone, bezkształtne, ogromne jak niebo.

Ten proces powtarza się przez całe nasze życie. Jako dzieci chcemy mieć dużo zabawek – jedna nie wystarczy – a każdą kolejną szybko się nudzimy. Potem dochodzą do głosu ambicje naukowe lub chęć posiadania wielu przyjaciół. Pożądanie powoduje, że usiłujemy zgromadzić dobytek materialny; chcemy być właścicielami całej masy wymyślnych ubrań, kupujemy wyszukane potrawy; kolekcjonujemy nieruchomości, samochody, radia i telewizory. W sposób mniej oczywisty – chcemy być piękni i przez całe życie wolni od chorób. A może właśnie rozchorujemy się, by skupić na sobie czyjąś uwagę, współczucie, dobroć? Jednak już w chwili, gdy uda nam się rozchorować, ponownie chcemy być zdrowi.

Podobnie może zostać zachwiany nasz sposób jedzenia: kiedy nasze Żołądki są pełne, chcemy, aby były puste; a kiedy są puste, życzymy sobie, aby były pełne. Nieustannie, mnożąc sposoby, poszukujemy czegoś i marzymy o tym, czego nie mamy, nigdy nie znajdujemy prawdziwej satysfakcji. Pomimo wszystkich wysiłków, trudów i kosztów wciąż nie udaje nam się spełnić marzeń.

Oczekiwanie, że szczęście znajdziemy na zewnątrz, jest błędne. Nie zdajemy sobie sprawy, że może ono przyjść jedynie z wewnątrz. Kiedy zachwycamy się jakimś kwiatem i zrywamy go, jego piękno znika z ciągu kilku tygodni. Gdy kwiat usycha i umiera, pozostaje pragnienie; chcemy mieć kolejny. To oczywiste, że jedna roślina nie może zaspokoić naszego pragnienia na zawsze; potrzebna byłaby tu raczej niekończąca dostawa kwiatów. Powinniśmy więc zmienić sposób, w jaki postrzegamy świat. Musimy nauczyć się akceptować nasze pragnienia i jednocześnie nie dać się im omotać. Jedynie wówczas poczujemy zadowolenie z tego, co mamy i nie będziemy bez przerwy chcieć więcej.

Pożądanie jest nieskończone. Mówi się, że ponieważ umysł nie ma żadnej formy ani ograniczeń, podobnie pożądanie ma formy ani granic – jest bezkształtne, po prostu trwa. Jedynie poskramiając umysł można uśmierzyć niekończące się szukanie zaspokojenia; wówczas rozwinie się nasze zrozumienie. Na tym etapie stajemy się nieco bardziej dojrzali, nieco bardziej dorośli.

Oczywiście, nasze umysły są już do pewnego stopnia wytrenowane. Jako niemowlęta działamy, poruszamy się i wydajemy dźwięki pod wpływem czystego impulsu. Potem, gdy dorastamy nabywamy trochę kontroli i niezależności. Wytrzymywanie trudów życia i relacji z innymi przynosi nam jakąś dozę zrozumienia; tak więc pewna dojrzałość rozwija się w sposób naturalny. Można wtedy powiedzieć, że odrobinę poskromiliśmy tygrysa, żyjąc i rosnąc z dnia na dzień. Jednak ciągle nie oznacza to umiejętności jazdy na tygrysie.

Źródło: Buddyzm tybetański w Polsce