W medytacji mniej ważne są aspekty zewnętrzne. Nie ma większego znaczenia, czy siedzimy z rękami złożonymi tak, czy z nogami skrzyżowanymi inaczej. Niezwykle ważne jest natomiast kontrolowanie, czy aby to, co robimy, rzeczywiście jest lekiem na nasze cierpienie. Czy skutecznie eliminuje przesłaniające umysł iluzje? Czy zwalcza ignorancję, nienawiść i zachłanność?

Jeśli nasz praktyka dharmy rzeczywiście redukuje te negatywne cechy umysłu, oznacza to, że jest doskonała – praktyczna i bezcenna. Jeśli natomiast za jej sprawą rosną jedynie mentalne splamienia (na przykład duma), to mamy do czynienia jedynie z kolejną przyczyną cierpienia. W takim wypadku – choć możemy trwać w przekonaniu, że medytujemy – wcale nie podążamy ku oświeceniu.

Prawdziwa dharma wskazuje drogę uniknięcia cierpienia i wszelkich problemów. Jeśli nasza praktyka nie zmierza w tym kierunku, znaczy to, że coś jest nie tak i koniecznie musimy to sprawdzić. Najważniejsza praktyka joginów polega właśnie na ciągłym badaniu, które z spośród działań niosą cierpienie, a które szczęście. Następnie uczą się oni, jak uniknąć tych pierwszych, a wykorzystywać drugie. Tak jest istota praktyki dharmy.

Źródło: Buddyzm tybetański w Polsce