W dzisiejszych czasach mamy dostęp do wielu różnych praktyk związanych z medytacją na bóstwa. Mamy mnogość różnych rodzajów medytacji, których udziela wielu mistrzów. Wszystkich bardzo to ekscytuje. Każdy jest gotów, żeby wskoczyć w nową praktykę. Oczywiście nie mówię tego z brakiem szacunku – to są bardzo pomocne i głębokie metody. Jednak zanim wskoczymy w nową praktykę, dobrze jest przyjrzeć się, o co dokładnie w niej chodzi oraz jaka jest nasza motywacja – po co ją robimy?

Jeśli chodzi o praktykę bóstwa, to mamy wiele rozmaitych wyjaśnień, które dokładnie opisują różne aspekty bóstw, szczególnie zaś dotyczą właściwości ich ciała, mowy i umysłu. Tak naprawdę wszystkie te nauki mają za zadanie ukazać nam naszą własną prawdziwą esencję, czy też naszą naturę. Bóstwo jest niczym lustro, które wskazuje na to, kim my sami w istocie jesteśmy.

W medytacji opartej o Sutrę Anapanasati jest tak samo – zanim rozpoczniemy praktykę, bardzo ważne jest, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, kim my naprawdę jesteśmy. Jeśli, przykładowo, doświadczamy jakiegoś rodzaju nieprzyjemności, trudności czy problemów w naszym życiu, to główną tego przyczyną jest brak klarowności w naszym ciele, mowie i umyśle, oraz to, że ciało, mowa i umysł nie są ze sobą zharmonizowane.

Jeżeli chodzi o samą medytację, to moim zdaniem im prościej, tym lepiej – jak najmniej ideologii, jak najmniej kombinacji.

Medytacja nie jest tak naprawdę zjawiskiem bardzo skomplikowanym. Mimo tego, być może z powodu istnienia wielu różnych rodzajów medytacji, może nam się wydawać, że sprawa jest skomplikowana – możemy się np. zastanawiać, która medytacja byłaby dla nas najlepsza, i tak dalej. Samo słowo „medytacja” jest czymś w rodzaju ogólnego zarysu czy szkicu. Nie jest jak już zbudowany dom, ale raczej jak plan budynku.

Jeśli wejdziemy w szczegóły, czyli np. w to, o jaką konkretnie medytację chodzi, to oprócz „planu budynku” pojawiają się „ściany”, „dywany”, „plan rozmieszczenia pokoi” itp., jednak samo słowo „medytacja” znaczy po prostu zarys.

W Sutrze Anapanasati szczególne jest to, że mamy tu mowę o ogólnym zarysie medytacji. Kiedy mówimy o innych rodzajach medytacji, to bardzo często mamy do czynienia z medytacjami opartymi na jakiejś idei – np. z medytacją na mahamudrę, dzogczen czy z medytacjami na bóstwo.

Moim zdaniem, medytacje, w których trzeba o czymś pamiętać albo utrzymywać konkretny pogląd, mogą nie być łatwe do zastosowania, kiedy znajdziemy się w prawdziwych opałach. Tak jest przynajmniej w moim przypadku. Kiedy dotykają nas prawdziwe życiowe problemy, trudno jest pamiętać o wszystkich szczegółach instrukcji dotyczących tego, co należy zrobić, żeby wyjść z tarapatów. Jest w tym dużo kombinacji.

Tę sytuację opisał też sam Tilopa Naropie. Powiedział on, że tym, którzy nie mają najwyższych zdolności i nie są w stanie bezpośrednio widzieć dharmakaji – natury rzeczy takiej, o jakiej mówi mahamudra, powinni polegać na takich metodach jak np. jednoupunktowienie umysłu czy skupienie się na oddechu albo praca z praną, i tak dalej.

Trzeba jednak pamiętać, że ci o niższych zdolnościach to też niejednorodna grupa, bo mogą być różne poziomy niższych zdolności. Dla niektórych również wymienione tu metody, takie jak praca z praną czy specjalne metody spoglądania albo specjalne postawy fizyczne; to wszystko też może okazać się zbyt trudne. Jednakże w gruncie rzeczy, mówiąc pobieżnie, dla tych o mniejszych zdolnościach, takie metody są najlepsze.

Zdecydowanej większości naszych problemów można zaradzić poprzez prostą medytację. Wystarczy skupić się na oddechu. Przeważająca część wyzwań przed którymi stoimy, czy trudności, z którymi się borykamy, może zostać rozwiązana po prostu przez medytację na oddech. Jest ona najbardziej praktyczna i najbardziej bezpośrednia, bo oparta na bezpośrednim doświadczeniu.

W życiu jest tak, że wszystko wydaje nam się trudne, zanim się z tym zapoznamy. Wtedy staje się łatwe, prawda? Jeżeli chodzi o omawianą tu medytację, to brzmi to bardzo łatwo – skupienie na oddechu, kto tego nie umie? To bardzo prosta sprawa. Nie powinniśmy jednak nie doceniać rzeczy, które wydają się łatwe. Zwykle jest tak, że to, co wydaje się łatwe staramy się jak najszybciej przeskoczyć i zająć się tym, co jest trudniejsze. Niemniej nie powinniśmy zapominać o wartości medytacji na oddech, mimo tego, że wydaje się czymś prostym i łatwym.

Tak właściwie, to na co dzień przez większość czasu pozostajemy nieświadomi naszego oddechu. Zbyt dużo rozmyślamy, staramy się przyswoić zbyt wiele informacji. Myślimy o jednej sytuacji, a za chwilę o drugiej i kolejnych. Często łapiemy się na tym, że to nas przerasta. Sekretem dotyczącym energii, jest uważność. Kiedy uwaga jest skierowana na zewnątrz, automatycznie tracimy energię z naszego ciała. Dlatego nawet nie poruszając ciała, np. leżąc na wygodnej kanapie albo na łóżku, wciąż możemy czuć się wyczerpani, napięci i przytłoczeni – przez to, że zbyt dużo myślimy i analizujemy; przez to, że nasza uwaga, a zatem i energia, są zupełnie gdzie indziej.

Mamy zbyt dużo myśli, których nie jesteśmy w stanie kontrolować. Przyłapujemy się na tym, że w ogóle nie jesteśmy świadomi naszego oddechu. Kiedy mamy natłok myśli, z których jedna goni drugą, świadomość tego jak oddychamy schodzi na dalszy plan. Nie zauważamy w jaki sposób przychodzi i odchodzi nasz oddech. To wszystko przez to, że przesadzamy z myśleniem i jesteśmy przeciążeni. Wtedy nasz oddech jest nieregularny, brakuje nam równowagi.

Kiedy oddychamy w nieregularny sposób, nasze płuca „panikują”, co następnie oddziałuje na serce. To z kolei odbija się na układzie nerwowym, a w końcu też na naszym mózgu. Mamy coraz więcej frustracji i niepokoju. Jesteśmy zmęczeni.

Chciałbym tu mocno podkreślić, że większość naszych nauk mówi o problemach, trudnościach czy wyzwaniach. Czasami nadajemy im etykietę cierpienia. Kiedy próbujemy je zidentyfikować, nie powinniśmy być nadwrażliwi i zbyt mocno rozpamiętywać tego jacy to jesteśmy bardzo przygnieceni problemami; że to są nasze problemy; że te problemy są takie prawdziwe, takie nieprzezwyciężalne. Im bardziej będziemy się na tym skupiać, tym będzie nam trudniej. Chodzi mi o to, żeby nie być nadwrażliwym.

Zamiast koncentrować się na prywatnym aspekcie naszej niedoli, pomyślmy o tym, że te problemy są w gruncie rzeczy uniwersalne – są wpisane w ludzką kondycję. To jest coś, co tyczy się wszystkich ludzi. Nie jest tak, że przytrafiło się tylko nam, że dotknęło tylko jedną osobę.

Kiedykolwiek borykamy się z czymś, kiedykolwiek czujemy się nadwrażliwi na to, co nam się przydarza, spróbujmy przyjrzeć się sytuacji innych ludzi. Bardzo często można się w ten sposób wiele nauczyć. Szczególnie zaś tego, że to, co nam się przydarza nie jest niczym wyjątkowym. To, z czym się zmagamy jest po prostu cechą ludzkiej egzystencji.

Świadomość tego, że inni doświadczają tego samego co my, sprawia, że jeśli znajdziemy jakieś wyjście i rozwiążemy nasze problemy, to będziemy w stanie podzielić się tym z innymi. Będziemy mogli pomóc naszej społeczności lub wręcz dołożyć się do dorobku ludzkości. Jeżeli znajdziemy rozwiązanie, to nie tylko będziemy w stanie pomóc innym, którzy borykają się z takim samym problemem, ale doda to też nam odwagi w potyczkach z kolejnymi trudnościami. Doda nam to odwagi, jak również nadziei i siły.

W przeciwnym wypadku, czyli kiedy myślimy, że każdy problem jest tylko nasz, wszystko nas przerasta – myślimy „jaki to ja jestem biedny”, „ile mi się dzieje złych rzeczy”. Bardzo się wtedy spinamy. Czujemy się mali. Nie mamy tej odwagi i siły.

Fundamentalnie problemy dzielą się na dwa rodzaje. Jeżeli na spokojnie przyjrzymy się naszej własnej sytuacji, to zauważymy, że pierwszy z nich dotyczy tego, kiedy nasze ciało jest słabe, wyczerpane czy też poziom energii ciała nie jest najwyższy. Wtedy automatycznie spada też nasza kreatywność, trudno nam myśleć i brakuje nam jasności umysłu. Niski poziom energii w ciele fizycznym wpływa na nasze emocje.

Drugi rodzaj problemu dotyczy sytuacji, w której nasze ciało fizyczne jest zdrowe i w pełni sił, ale doświadczamy pomieszania na poziomie mentalnym, czy też przeżywamy konflikt wewnętrzny. Wtedy umysł wpływa na ciało i zostaje ono osłabione. Może się tak zdarzyć, kiedy jesteśmy pod wpływem stresu czy zdenerwowania. To się przekłada na poziom naszej energii fizycznej, która w takiej sytuacji opada.

Mamy tu zatem dwie fundamentalne kwestie. Jedna, w ramach której nasz umysł czy też zaburzenia w sferze mentalnej odbijają się na naszej fizycznej egzystencji, i druga, w ramach której, to co jest zaburzone w naszej fizycznej egzystencji odbija się na naszym umyśle. To są dwa kluczowe tematy.

Zwykle jest tak, że jeżeli nasza uwaga, bądź skupienie jest rozproszone, to zaczyna się to automatycznie odbijać na naszym układzie oddechowym, a potem na sercu, później na układzie nerwowym, i tak dalej. Zdarza się, że nawet jeśli nie ma żadnych trudnych zewnętrznych czynników, nawet jeśli nie borykamy się z żadną szczególną kwestią, to nadal czujemy, że coś jest „nie tak”, jesteśmy pełni niepokoju. Często tak bywa.

W takim wypadku powinniśmy zrozumieć, że nie za każdy problem ponosi winę to, co się dzieje w naszym umyśle. Nie każdy kłopot jest wynikiem przesadnego myślenia. Czasem jest tak, że problem spowodowany jest nierównowagą w naszym ciele. Czasami powodem jest aspekt fizyczny.

Możemy to łatwo sprawdzić. Nawet jeśli nie utrzymujemy w umyśle żadnego problemu, nie jesteśmy zestresowani ani nie borykamy się z niczym szczególnym, to spróbujmy wstrzymać oddech na minutę albo dwie. Nawet jeśli nie myślimy o niczym, co nas trapi, to po jakimś czasie wstrzymywania oddechu nasz puls przyspieszy i możemy dostać ataku paniki. Nasze ciało zaczyna się miotać. Nasze ciało sprawia, że czujemy strach; czujemy, że coś jest „nie tak”. To bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Możemy to sprawdzić sami na własnej skórze.

Nie jest tak, że musieliśmy coś pomyśleć, żeby doświadczyć tych nieprzyjemnych odczuć. Pojawiły się one w związku z tym, że przestaliśmy oddychać. To doświadczenie zostało spowodowane przez nasze ciało.

Ogólnie rzecz biorąc, bardzo ważne jest, żebyśmy nauczyli się jak oddychać, czy też medytacji związanej z oddechem.

W tantrze mówi się, że nasze ciało jest niczym ślepy koń – nic nie widzi, ale może galopować. Natomiast świadomość jest jak człowiek bez nóg, który widzi, ale nie może się poruszać. Te dwa wszędzie się razem błąkają. Cała zasada naszej praktyki polega więc na tym, żeby zharmonizować te dwa – ciało i umysł – tak, aby jedno z drugim było zgrane.

Zatem naprawdę myślę, że medytacja z oddechem może nam się bardzo przydać. Może być bardzo pomocna zarówno dla tych, którzy mają bardzo wysoko rozwinięty duchowy pogląd, jak i dla tych, którzy go nie mają. Jest pomocna dla wszystkich. To bardzo proste.

Sam tytuł Sutry Anapanasati oznacza Sutrę, która mówi o świadomości wdechu i wydechu. „Anapana” oznacza wdech i wydech, zaś „sati” oznacza świadomość lub uważność. Jeżeli chodzi o samą treść tej Sutry, to zawiera ona w sobie wiele różnych ćwiczeń związanych z oddechem.

Ich praktykowanie powoduje uregulowanie, czy też dostrojenie rytmu naszego oddechu. Podobnie jak chcąc dosiąść rumaka jeździec musi go najpierw uspokoić, żeby móc się gdzieś na nim udać, tak my regulując nasz oddech możemy osiągnąć wiele korzyści. Poprawia to naszą koncentrację, skupienie, jak i wiele innych aspektów naszego życia.

Oczywiście medytacja z oddechem jest ogólną ideą, zarysem, szkicem. Zatem tym, co powinniśmy teraz zrobić, jest sprawdzenie – to bardzo ważne – jak to wszystko odnosi się do nas samych. Czy ma to dla nas sens czy nie? Czy łączy się to z naszą osobistą rzeczywistością czy nie?

Większość z nas całkiem zapomina o tym, że oddycha. Na przykład możecie przyłapać się, że w trakcie tego wykładu zapomnieliście o tym, że oddychacie. Poza tym, większość osób oddycha w sposób urywany i niezbyt głęboki – „z serca”, a nie całym sobą. Wielu ludzi ma problem z tym, żeby wziąć głęboki oddech.

Co najważniejsze, jeśli mówimy o praktyce, to nie mamy już do czynienia tylko z wiedzą na jakiś temat – to już jest wcielanie jej w życie. To angażowanie się w ćwiczenia, żeby wcielić tę ideę w życie. Jeżeli ktokolwiek zastosuje te ćwiczenia, to powoli, powoli dojdzie do pewnych rezultatów. Może nie powinienem używać słowa „powoli”, bo część osób może poczuć się znudzona, powiem więc – natychmiast dojdziemy do rezultatów! Bardzo zachęcam was, ale także siebie samego, do regularnej praktyki, do codziennego ćwiczenia się w praktyce oddechu. Ważne, żebyśmy nie wynajdowali zbyt wielu wymówek w stylu „och, dziś nie mogę”. Ważne, żebyśmy nie odchodzili od praktyki.

Gorąco zachęcam do praktyki, bardzo ją polecam – zarówno sobie, jak i wam!

Warszawa, wrzesień 2019

Spisał: Łukasz Rawa