W swoich naukach Budda skupił się na zagadnieniach dotyczących czujących istot. Wyjaśnił w jaki sposób możemy uwolnić się od wszelkiego rodzaju cierpienia i problemów, oraz osiągnąć szczęście i spokój.

Cierpienie i problemy mają swoje przyczyny. Dlatego najważniejszym pytaniem, jakie możemy sobie zadać, jest to – czy możemy te przyczyny przekształcić lub usunąć? Budda powiedział, że podstawową przyczyną cierpienia, bólu i problemów są kleśa, czyli emocjonalne splamienia, i karma. Tworzą one to, co nazywamy samsarycznym stanem umysłu.

Budda odkrył, że nie możemy odnaleźć całkowitego szczęścia, radości, wygody i całkowitej wolności od cierpienia po prostu przez pozbycie się z naszego życia określonych rzeczy, osób czy sytuacji. Nie osiągniemy tego przez pozbycie się wszystkiego, co sprawia nam problemy.

Wszystkim wydaje się, że ich zmartwienia wynikają z tego, że czegoś im brakuje – np. jakiejś rzeczy. Zakładamy, że gdyby nasza sytuacja się zmieniła, to bylibyśmy szczęśliwi. Myślimy, że np. gdybyśmy pojechali w inne miejsce, albo gdyby otaczali nas mili ludzie, zamiast nieprzyjemnych, to bylibyśmy zadowoleni. Zawsze wyobrażamy sobie, że zmiana czegoś w świecie zewnętrznym spowoduje, że staniemy się szczęśliwsi.

Budda odkrył, że takie podejście nie działa. Po pierwsze dlatego, że nie ma takiej możliwości, żeby zmienić wszystko wokół nas. Nawet jeśli uda nam się coś na chwilę odmienić, to problem i tak będzie do nas wracał i wciąż się powtarzał. Na dodatek zachodzą naturalne procesy. W związku z tym, każdy z nas prędzej czy później zapadnie na jakiegoś rodzaju chorobę. Wszyscy zestarzejemy się i umrzemy. Nie możemy tego zmienić.

Oznacza to, że stale otrzymujemy to, czego nie chcemy. Nigdy zaś nie dostajemy tego, na czym nam zależy. Problemy pojawiają się zawsze.

Czy w takim razie nie ma dla nas żadnej nadziei? Czy osiągnięcie całkowitej wolności od cierpienia, trwałej radości i spokoju, nie jest możliwe? Budda odkrył, że jednak jest to możliwe. Można znaleźć szczęście i spokój oraz uwolnić się od cierpienia. Nie poprzez zmienianie czy poprawianie wszystkiego na zewnątrz, ale poprzez zmianę naszego spojrzenia, naszych reakcji i sposobu, w jaki doświadczamy rzeczy. Tylko wtedy jest to możliwe.

Oczywiście nie ma niczego złego w poprawianiu sytuacji w zewnętrznym świecie. Czasami jest to dobrym rozwiązaniem. Możemy starać się sprawić, żeby sprawy układały się jak najlepiej. Zdarza się, że takie działania są bardzo użyteczne. Jednak dopiero kiedy zmienimy samych siebie, uda nam się znaleźć ostateczne rozwiązanie naszych problemów.

Jak w takim razie zmienić samych siebie? Jak przekształcić nasz sposób widzenia, doświadczania i reagowania na rzeczy? Najpierw należy znaleźć przyczyny, które stwarzają nasze cierpienie i problemy. Budda nazwał je „kleśa”. To sanskryckie słowo jest tłumaczone jako „trucizny umysłu”, a czasami jako „przeszkadzające emocje”. Generalnie chodzi o negatywne stany umysłu, z których trzy podstawowe to: niechęć, przywiązanie i ignorancja.

Niechęć ma wiele aspektów, takich jak: strach, gniew, złość, niepokój, nienawiść czy złorzeczenie komuś, jak również inne podobne. Takie są różne aspekty awersji. Wynikają one z postawy „nie chcę”, „nie lubię”, „uciekam od…”. Natomiast przywiązanie to stan umysłu związany z pragnieniem zdobycia lub osiągnięcia tego, czego chcemy. Wiąże się on z brakiem satysfakcji, jak również z emocjami chciwości, zbyt wielkiego pożądania i lgnięcia do rzeczy, a jednocześnie z niezadowoleniem, niezaspokojeniem i niespełnieniem. Ten stan umysłu polega na tym, że chce się ciągle więcej i więcej. Te dwa stany umysłu – niechęć i przywiązanie – jak również wiele innych negatywnych emocji, biorą się z niezrozumienia tego, kim jesteś.

Kim jestem? W jaki sposób jestem? Fundamentalnie, nawet jeśli dla początkujących może się to wydawać pozbawione sensu, przyczyną naszych problemów jest właśnie przekonanie, że „ja jestem”, czyli dualistyczny pogląd – przekonanie, że „jestem czymś”, a także, że to „coś” jest oddzielone od innych rzeczy; że istnieje „coś”, co nazywa się „ja”, które jest oddzielne od innych istot i zjawisk.

W wyniku tego, jak identyfikujemy siebie, całą resztę odbieramy jako „coś innego”. Wszystko to, co widzimy, słyszymy, myślimy czy czujemy, dzielimy na to, co jest dla nas dobre i na to, co niedobre. Jeśli uznamy coś za dobre, to staramy się to zdobyć. Jeśli niedobre lub niemiłe, to staramy się tego pozbyć. Dlatego jesteśmy zawsze zajęci – albo staramy się coś dogonić, albo przed czymś uciec. Jednak tak naprawdę nigdy nie będziemy w stanie całkowicie tego dokonać. Przez to nasz umysł jest zawsze w stanie walki i niepokoju. To właśnie nazywamy samsarycznym stanem umysłu.

Dlatego pierwszą i najważniejszą rzeczą odnośnie Dharmy jest to, aby zrozumieć czym są negatywne emocje, czy też negatywne stany umysłu, oraz to, w jaki sposób przynoszą one cierpienie nie tylko nam, ale też innym. Zrozumienie tego jest bardzo ważne, bo bez zrozumienia nie będziemy w stanie praktykować – będzie nam brakowało podstawy do praktyki Dharmy. Z tego powodu powinniśmy starać się zastanawiać nad tym, jak wiele na świecie jest problemów i bólu. Rozważmy jak wiele osób cierpi – na przykład tam, gdzie trwa wojna.

Jeśli spojrzymy na historię ludzkości, odkryjemy, że jest ona historią wojen. Przeważnie wojnom towarzyszą różnego rodzaju wzniosłe opowieści. Traktują one o wspaniałych bohaterach, którzy pokonali wielu wrogów. Z reguły bitwy i wojny opisuje się z patosem. Jednak tak naprawdę, kiedy jest wojna, nie ma wygranych. Niezliczeni ludzie tracą życie, niezliczeni są ranni. Ogromna ilość ludzi na różne sposoby przechodzi przez niewyobrażalne cierpienia. Zadajemy je sami sobie nawzajem.

Dlaczego prowadzimy wojny? Główną ich przyczyną jest nienawiść. Najpierw ludzie wzbudzają wrogość do siebie nawzajem, potem się nienawidzą i wybucha wojna. Ludzie zaczynają bezsensownie wzajemnie się krzywdzić, torturować i mordować. Nienawiść jest główną przyczyną wybuchu wojen, jak również cierpienia w ogóle, ale nie jedyną. Jest jeszcze chciwość, czasami zazdrość. Zdarza się także, że powodem wybuchu wojny jest nieporozumienie. Wszystkie negatywne emocje mogą przyczyniać się do wybuchu wojen.

Patrząc z tej perspektywy, dostrzegamy, że wszystkie cierpienia, które zadajemy innym pochodzą z negatywnych stanów umysłu. Nie chodzi jednak tylko o to, co robimy innym, ale także o to, jak negatywne emocje oddziałują na nas samych. Jeśli spojrzymy trochę głębiej na nasze rodziny czy społeczności, w skład których wchodzimy, jak również po prostu w samych siebie – zobaczymy, że jeśli nasz umysł jest nieszczęśliwy lub zaniepokojony, to bierze się to z jakiegoś rodzaju negatywnej emocji: nienawiści, zazdrości, nieusatysfakcjonowania czy przywiązania. To ostatnie też niesie ze sobą dużo cierpienia.

Im mniej mamy w sobie tych negatywnych emocji, tym bardziej nasz umysł staje się spokojny, radosny, wolny a także życzliwy i pełen współczucia. Myślę, że jest naprawdę ważne, aby głęboko to pojąć. Jeśli nie dostrzegamy tego, jakie są przyczyny cierpienia, nie będziemy mogli praktykować Dharmy. Natomiast zrozumienie przyczyny cierpienia jest pierwszym krokiem do odkrycia tego, co jest naszym prawdziwym problemem.

Jest taka historia z życia wielkiego mistrza Nagardżuny. Był on jednym z najwspanialszych nauczycieli w historii buddyzmu, ważną postacią w tworzeniu się nurtu filozofii madhjamiki, jak również opatem Uniwersytetu Nalanda, ale jednocześnie prostym mnichem. Miał w zwyczaju wędrować po Indiach z miseczką żebraczą. Choć sam pochodził z południa Indii, to podróżował po całym kraju, aby nauczać. Królowa jednej z krain, do których dotarł, na wieść o przybyciu wielkiego mistrza wysłała ludzi, po to, aby zaprosili go do jej pałacu. Kiedy Nagardżuna tam dotarł, królowa złożyła przed nim pokłon. Oczywiście chciała otrzymać jak najwięcej błogosławieństw. Dlatego poprosiła Nagardźunę, żeby oddał jej swoją miseczę żebraczą. Tłumaczyła, że potrzebuje mieć zawsze przy sobie coś, co do niego należało, tak aby błogosławieństwa zawsze były z nią. To była zupełnie zwyczajna miseczka ulepiona z gliny. Nagardżuna ofiarował ją królowej.

Królowa na chwilę wyszła z pokoju, w którym przebywali. Wróciła niosąc wspaniałą złotą miseczkę inkrustowaną cennymi klejnotami. Podarowała ja Nagardżunie.
– Teraz możesz używać tego – powiedziała. Nagardżuna się zgodził, zabrał miskę i wyszedł.

W owych czasach w królestwie grasował pewien złodziej. Był tak sprytny, że nikt, nawet królewska armia, nie był w stanie go złapać. Kiedy Nagardżuna wychodził z pałacu, ów złodziej od razu zauważył, że mnich niesie drogocenny przedmiot. Dlatego zaczął go śledzić planując kradzież.

Tymczasem Nagardżuna zmierzał do miejsca, gdzie praktykował. Nie miało ono drzwi ani okien. Zanim wszedł do środka, wyrzucił otrzymaną od królowej miseczkę. Złodziej błyskawicznie ją zabrał. Zaczął się jednak zastanawiać – dlaczego Nagardżuna wyrzucił tak drogocenny przedmiot?

– Na pewno wyrzucił ją, bo chciał, żebym to ja miał tę miskę – uznał złodziej, co wprawiło go w stan zadowolenia. Jednak coś nie dawało mu spokoju. Pomyślał, że powinien podziękować Nagardżunie za ten prezent. – Normalnie musiałbym zabić wielu ludzi, żeby odebrać komuś tak drogocenny przedmiot, a on mi go podarował – zastanawiał się złodziej. Wiedziony tymi myślami zaczął krążyć wokół świątyni, w której przebywał Nagardżuna. Wtedy mistrz go usłyszał i zawołał do środka. Następnie zapytał o to, czego chce?

– Chciałem tylko ci podziękować. Jednak muszę zapytać – jak mogłeś pozbyć się takiego wspaniałego prezentu? Jak mogłeś go tak po prostu wyrzucić? – odezwał się złodziej.

– Ten przedmiot sprawiał mi tylko problemy – wyjaśnił Nagardżuna. – Sprawdź to sam. Weź tę złotą miseczkę i zobacz, czy jesteś szczęśliwszy, kiedy ja masz, czy może wcale nie? Sprawdź, czy mając ją będziesz czuł się wolny.

Złodziej odpowiedział, że posiadając cenną miseczkę oczywiście czuje się bardziej szczęśliwy. Zabrał ją i odszedł.

Po dwóch dniach wrócił. – Myślałem o tym, co powiedziałeś. Całe życie kradłem i zabijałem. Stałem się bardzo bogaty. Jestem tak sprytny, że nawet królewska straż nie może mnie złapać. Jednak nie jestem wolny. Zawsze jest ze mną lęk, napięcie i brak poczucia satysfakcji. Nie jestem szczęśliwy. Nie jestem taki, jak ty – powiedział złodziej. – Ty jesteś równie szczęśliwy mając miskę z gliny, jak i mając miskę ze złota. Nie w tobie ani lęku, ani przywiązania. Chcę stać się taki jak ty – dodał.

Złodziej poprosił Nagardżunę, aby przyjął go na ucznia. Tak też się stało. Ostatecznie złodziej został bardzo dobrym praktykującym.

Podobnie jest z nami – zawsze, kiedy pojawia się negatywna emocja, taka jak złość, przywiązanie czy chciwość, wydaje nam się, że przyniesie nam ona korzyść. Jednak po uważniejszym przyjrzeniu się, widzimy, że tak naprawdę negatywne emocje są czymś, co sprowadza na nas wszelkie nieszczęścia i cierpienie. Dlatego będziemy cierpieć tak długo, jak długo pozostaniemy pod wpływem negatywnych emocji. Co więcej, nie tylko my sami będziemy cierpieć, ale też będziemy sprawiać ból innym. Dostrzeżenie tego sprawi, że zechcemy się zmienić.

Wtedy zaczniemy zadawać sobie pytania. Jak mogę się zmienić? W jaki sposób mogę przekształcić negatywne emocje? W jaki sposób mogę się od nich uwolnić? Co zrobić, żeby reagować inaczej, w bardziej pozytywny sposób? Kiedy powstanie w nas ta intencja, chęć zmiany – wtedy zaczynamy praktykować Dharmę.

Grabnik, sierpień 2019

Spisał: Łukasz Rawa